niedziela, 28 kwietnia 2019

Święto Miłosierdzia Bożego


Chciałem Wam opowiedzieć o naszych przygotowaniach i święcie Bożego Miłosierdzia na terenie naszego obozu w BidiBidi. Uganda to kolejny kraj na mojej misyjnej drodze, gdzie mogę obchodzić to piękne święto. Z jednej strony na północy graniczy z Sudanem Płd. i stało się nowym miejscem dla nas i naszych uchodźców, a z drugiej strony na południowym zachodzie graniczy z Rwandą. Ta właśnie Rwanda, gdzie doszło do bratobójczej walki, gdzie kilka milionów straciło życie, jest w trakcie odkrywania swojej drugiej szansy i nowej drogi. Po wydarzeniach z początku lat 90-tych nastąpiło pojednanie i nowy rozwój. Przed wojną domową w Kibeho pojawiła się Matka Boża, Matka Słowa, która wzywała do przemiany, do nawrócenia. Wydaje się, że ta przemiana dokonuje się w Rwandzie i jest obecnie szansą dla Sudanu Płd.  

Znalezione obrazy dla zapytania matka boża z kibeho
Matka Boża z Kibeho


Przez wiele lat mieszkańcy Sudanu doznawali wielu prześladowań, a przykładem tego jest św. Josephine Bakhita, która pochodziła z Darfuru. Miejsce to zamieszkałe przez ludność afrykańską tak różną od arabskiej z północy było świadkiem handlu niewolnikami i eksploatacji tubylczej ludności. Również św. Bakhita stała się niewolnicą, ale tak Bóg pokierował jej życiem, że odnalazła na swej drodze odpowiednich ludzi, siostry, a przede wszystkim miłosiernego Jezusa, którego została oblubienicą. W tym samym Darfurze pod koniec lat 90-tych i na początku 2000 roku dochodzi do ludobójstwa. Wstrząśnięty świat wspiera autonomię części afrykańskiej Sudanu i poprzez autonomię, referendum w 2011r. dochodzi do niepodległości Sudanu Płd. W tym nowym kraju nie znajduje się jednak Darfur, Abyei, czy góry Nubia zamieszkałe przez plemiona afrykańskie.

Znalezione obrazy dla zapytania św bakhita
Św. Josephina Bakhita



Po 2 latach niepodległości dochodzi do wojny domowej na terenie Sudanu Płd. Od 2013 r. do chwili obecnej szacuje się, że zginęło ok. 400.000 do 500.000 osób. Wojna, głód, choroby wyniszczyły znaczną część populacji tego nowego kraju, a około 3 mln osób uciekło do sąsiednich krajów, w tym około 1,5 mln do Ugandy. Kolejne procesy pokojowe nie przynosiły rezultatu. Obecnie jesteśmy w trakcie kolejnego. Tym razem Papież Franciszek zaprosił liderów politycznych na rekolekcje do Watykanu. Prosił, a wręcz błagał o pokój, całując stopy prezydenta Salva Kiir i opozycjonisty Riek Machara. Razem z papieżem płacze cały Kościół i mieszkańcy Sudanu Płd. Pojawia się pytanie jak długo jeszcze? Jak długo jeszcze historia Abla i Kaina, historia zabójstwa brata będzie trwała w Sudanie Płd? 

Znalezione obrazy dla zapytania papież całuje stopy przywódcom sudanu Południowego
Papież Franciszek całuje stopy przywódców Sudanu Południowego.



Wielokrotnie Biskupi Sudanu Płd. apelowali „nigdy więcej”, ale to łzy sierot i wdów znajdujących się na terenie obozu Bidibidi przemawiają jeszcze bardziej obmywając „zakrwawioną ziemię”. W tym czasie płacze z nimi Matka Boża Miłosierdzia, Matka Słowa z pobliskiego Kibeho, w którym wydarzyła się podobna historia. Jak długo jeszcze? Rwanda, Sudan Płd, a wcześniej też Uganda w latach 70-tych i 80-tych, w czasie rządów Amina, a później pojawił się John Kony. Uganda, ziemia młodych męczenników, którzy w XIX i XX wieku oddawali swoje życie za wiarę. Jak długo jeszcze Afryka będzie cierpieć z powodu braku miłości i przebaczenia?
Wydaje się, że wszystkie ludzkie metody zawiodły … a jedyną odpowiedzią jest Jezus, który nie oskarża, lecz przychodzi do swoich uczniów z przesłaniem pokoju. Pomimo obaw, pomimo traumy i ucieczki, szukania bezpiecznego schronienia i licznych blokad, przychodzi do nas, do Sudańczyków południowych i mówi „Pokój wam!”. Powtarza to wiele razy, za każdym razem i za każdym razem w Eucharystii przed znakiem pokój, przynosi swój pokój, którego świata przynieść nie może!

Pismo Święte w języku Bari z flagą Sudanu Płd.



Dlatego też przez ponad dwa miesiące przygotowywaliśmy się do niedzieli miłosierdzia mając spotkania z katechistami, młodzieżą, dziećmi oraz w czasie rekolekcji wielkopostnych wskazując na Jezusa i jego nieskończone miłosierdzie. Boże Miłosierdzie, które jest ratunkiem dla Sudanu Płd., Rwandy, Ugandy … Afryki … i całego świata. Jak powtarzamy w koronce miłosierdzia „miej miłosierdzie dla nas i całego świata.” Gdy wszystko zawodzi, jeszcze bardziej aktualne staje się przesłanie „Jezu, ufam Tobie!”
Dlatego też w ostatni dzień nowenny w Wigilię Niedzieli Miłosierdzia Bożego spotkaliśmy się z dziećmi misjonarzami z PDMD (naszymi „Kizito” od najmłodzego męczennika ugandyjskiego, który jest przykładem małego, ale nieustraszonego misjonarza dla dzieci). Mówiliśmy, śpiewaliśmy o miłosierdziu Bożym, również wspólnie się radując. Siostra Francesca Ratajczak przygrywała nam do nowych kanonów, których uczyły się dzieci … po łacinie (oczywiście ze wcześniejszym tłumaczeniem … a melodia z kanonów Taize dobrze wpadała w ucho:), 





o. Wojciech Pawłowski wskazywał na Boże Miłosierdzie zawarte w miłości Boga do ludzi widoczne w krzyżu, w otwartych Bożych ranach i zmartwychwstaniu. Siostra Dorothea Poly z Indonezji pomogła nam wraz z podkładem muzycznym wydobywającym się z głośnika zaśpiewać koronkę do Miłosierdzia Bożego. Może … a może na pewno trochę fałszowaliśmy, ale jesteśmy zaproszeni do śpiewania miłosierdzia Bożego naszym życiem. W tych dzieciach, w tej młodzieży, która stanowi ponad 60% populacji Sudanu Płd., jest nadzieja na nowych misjonarzy miłosierdzia.






Za przyczyną Matki Słowa, Słowa Bożego;
życzę Pokoju i Miłosierdzia Bożego, pochodzącego od Jezusa Miłosiernego;
pokoju którego świat nie daje … ale jest w imieniu Jezus!
o. Andrzej

wtorek, 5 lutego 2019

Ślub w oboozie dla uchodźców, czy to możliwe?


Wielu z Was zastanawia się jak toczy się życie w obozie dla uchodźców w Bidibidi. Większość z nich straciła kogoś najbliższego ze swojej rodziny, straciła czasami dorobek całego życia … ale nie straciła godności bycia człowiekiem, a co więcej bycia dzieckiem Bożym. O tej pięknej godności, o miłości Boga do nas codziennie przypominamy, ale też sami Sudańczycy południowi poszukują jej na nowo. Po traumatycznych przejściach, obdzieraniu z godności widzą nową szansę w Jezusie. 


Ruszyła procesja




Wielu z nich nie miało szansy przygotować się do sakramentów, stąd zaczęliśmy przygotowanie do bierzmowania. W dwóch strefach obozu w Swinga oraz pierwszej strefie Bidibidi prawie 250 młodych ludzi przystąpiło do bierzmowania. W kolejnych dwóch w Abrimajo i Yoyo nastąpi bierzmowanie w maju i we wrześniu i nowe 250 osób przystąpi do tego sakramentu, a ostatnia strefa obejmująca cztery kaplice w Ariwa przystąpi do bierzmowania w następnym roku. Większość młodych w okresie chaosu i wojny domowej, a niekiedy kontynuując naukę w bursach czy internatach, nie miało możliwości przygotowania się do bierzmowania.

 
Bierzmowanie w obozie Bidi Bidi


     
Bierzmowanie w naszym przypadku łączy się również często z możliwością zawarcia związku sakramentalnego w kościele. Tutaj sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana. Wiele młodych i starszych par ma tylko związki tradycyjne oparte na negocjacjach pomiędzy rodzinami. Niestety te tak zwane małżeństwa tradycyjne nie zawsze w pełni odzwierciedlają relacje partnerskie pomiędzy dwoma osobami i ich rodzinami. Kobieta postrzegana jest jako dobro za które należy zapłacić odpowiednią ilość krów, kóz czy pieniędzy. W zależności od pozycji rodziny, wykształcenia, wychowania i piękna należy odpowiednio zapłacić. Brak odpowiedniego ekwiwalentu obrażałby rodzinę panny młodej. Wiano za żonę jest tak ustalone, iż młody człowiek nie może zapłacić w całości. Powoduje to, iż zapożycza się u wujków i jest w pewien sposób zależny i mocniej powiązany z pozostałymi członkami rodziny. Ponadto, gdy suma w całości nie jest opłacona rodzina panny młodej ma pewien wpływ na decyzję rodzinne w tym … ślub kościelny.

Przystąpienie do bierzmowania przed ślubem



Jak widzicie sytuacja jest skomplikowana i wiele osób nie ma zgody na zawarcie małżeństwa w kościele, bo jeszcze wiano, bo jeszcze dług nie został spłacony. Niestety w niektórych przypadkach, kłótnie pomiędzy rodzinami ciągną się, aż do grobu … a nawet i dłużej. Często nie chcą pochować danej osoby, aż dług nie zostanie spłacony. Problemem jak przerwać tę spiralę tradycyjnych zobowiązań i wprowadzić Jezusa do kultury plemion Sudanu Płd.
Bóg, który nas tak mocno ukochał, że dał nam wolność wyboru. Jeszcze mocniej okazał swoją miłość odkupując nasz zły wybór wobec wyboru podszeptów Szatan i nieposłuszeństwa wobec Boga, poprzez przyjęcie też naszej natury ludzkiej i oddanie się w pełnej miłości za nas na śmierć na krzyżu. Bóg oddał nam siebie, oddał nam swoją miłość, a my za to nie zapłaciliśmy. Jak wobec tego, wobec naszego Stwórcy, dawcy życia i Odkupiciela żądamy wzajemnie opłaty za drugiego człowieka? Kimże my jesteśmy, że zwracamy się o błogosławieństwo do siebie lub innych ludzi, zapominając o dawcy naszego życia i wszystkich naszych talentów? Dlaczego nie idziemy po błogosławieństwo do źródła, do miłości, do Stwórcy? Czy nie chcemy błogosławieństwa dla siebie i swoich dzieci, swojej rodziny?

Wspólne błogosławieństwo




Oczywiście, sytuacja jest bardziej skomplikowana, gdy młodzi są niedojrzali, gdy są zauroczeni i nie poznali się do końca nawzajem lub z jakiś powodów są zmuszani przez rodziny do małżeństwa. Gdy na przykład rodzina potrzebuje pieniędzy na przeżycie, spłatę długów, albo brat młodej dziewczyny stara się ją wydać za mąż, aby sam mieć środki na opłatę swojej przyszłej żony.
Jak widać jesteśmy ludźmi i bardzo często komplikujemy życie sobie, ale także innym. Zaproszenie Jezusa do naszego wspólnego życia powinno być najlepszym rozwiązaniem jeśli małżeństwo dokonuje się w miłości i jest to ciągły wybór.
Konsekwencją wyboru tradycyjnego małżeństwa jest brak możliwości przystępowania do sakramentów, do bycia w szczególny sposób złączonym z Jezusem. Gdy jest to nasz wybór w jakiś sposób z tym żyjemy, często się miotamy, czy tęsknimy do pełnej jedności z Bogiem. Jednakże, gdy rodzina nam zabrania przystąpienia do sakramentu małżeństwa, bo nie spłaciliśmy jeszcze „dowry” okupu za swoją wybrankę i ten związek trwa 20 czy 30 lat, co możemy zrobić?

 
Gotowi do ślubu ... po wielu latach od tradycyjnego kontraktu


Będąc przez 2 tygodnie razem z ludźmi świeckimi z diecezji Arua w Ugandzie na synodzie w sprawie rodziny i jej wspólnego wzrastania w kościele „growing together as family church” , próbowaliśmy odpowiedzieć na te pytania. Już na poprzednich synodach wspominano aby znieść „dowry” lub zamienić na „exchange gift”(wymiana podarków) pomiędzy rodzinami, jak widać nie udało to się w pełni. Niektóre rodziny zwalniają młodych z części obowiązku „dowry” lub płacenie jest kontynuowane po zgodzie na związek sakramentalny w kościele. Te 11 par, które zawarło ślub w naszym obozie Bidibidi miało różną sytuację. Jedna kobieta była muzułmanką, ale od ponad 20 lat żyła w związku z katolikiem. Otrzymała zgodę na chrzest i inne sakramenty łącznie z ślubem … i to był Wielki Dzień dla niej i całej Rodziny, która mogła przystąpić wspólnie do ołtarza Bożego. W tym samym dniu otrzymała wszystkie sakramenty. Prawdziwe cuda się działy    ale to nie koniec!!!

 Komunia dla małżonków pod dwiema postaciami

Gdy 31 stycznia w dzień patrona kaplicy św. Jana Bosco czekaliśmy na jedną parę, która nie dotarła do kaplicy zonalnej w Bidibidi, ku naszemu zaskoczeniu dowiedzieliśmy się, że pan młody został uwięziony przez rodzinę panny młodej, a właściwie jej brata, który się domagał spłaty wiana. Chcieliśmy więc zaczynać ceremonię bez nich, a tu pojawiła się kolejna niespodzianka. Siostra Trie z Indonezji przyszła i mówi „Ojcze, ojcze ale tu jest jeszcze dodatkowa para, która chce przystąpić do ślubu!” Co więcej ustawiła się już w procesji do kościoła. Okazało się że jest to para z plemienia Nuer, która pojawiła się dwa dni wcześniej i pomimo wytłumaczenia, iż nie otrzymali jeszcze odpowiedniego przygotowania i nie zostali wpisani na listę chcieli koniecznie od razu ślub, bo mężczyzna wracał do Sudanu Płd. W końcu udało się ich przekonać, że jeszcze ich czas nie nadszedł i potrzebują głębszego przygotowania.
Gdy wchodziliśmy do kościoła po jakimś czasie zaczęły rozbrzmiewać odgłosy radości … okazało się, że Pan Młody został uwolniony i może przystąpić do ślubu!!!

 
Jest ślub i radość .. udało się pomimo, że rodzina panny młodej jeszcze w dniu ślubu negocjowała zapłatę wiana


 Niesamowite … a w dodatku nastąpiło małe zamieszanie z bierzmowanymi, bo niektórzy powiesili sobie kartki z imionami na szyi, a niektórzy mieli w ręce i myśleli jak tu zorganizować sznurek … na szczęście uspokoiłem ich, iż bierzmowanie będzie również ważne bez tego sznurka … tylko mieli pamiętać o imieniu świętego. Jak widzicie trochę nowych niespodzianek było. Ale wszystko zakończyło się szczęśliwie, czyli „happy endem”. Viola i Moses wpadli sobie w objęcia …


 
Wspólne zdjęcie wszystkich par małżeńskich z biskupem diecezji Arua w Swinga na terenie obozu Bidbidi

 ... a pozostałe 10 par również cieszyło się z błogosławieństwa Bożego. 



Ach co to był za ślub ... a ja tam byłem i ... herbatę piłem!

A ja tam byłem … asida jadłem i herbatę piłem!!!


















niedziela, 6 stycznia 2019

Trzej królowie z Bidibidi


Bidibidi, 06 Stycznia 2019 Święto Trzech Króli

Moi Drodzy Przyjaciele;
Bardzo się cieszę, że dzisiaj w święto Objawienia Pańskiego możemy się z Wami łączyć z dalekiego, chociaż bliskiemu Waszemu sercu miejsca uchodźców z Sudanu Płd., na terenie obozu w północnej Ugandzie. Dzięki Wam Poznań mógł się połączyć w tym pięknym dniu z Bidibidi.
W święto Trzech Króli byłem razem z siostrą Francescą w kaplicy św. Bakhity w strefie Swinga, a moi  pozostali werbistowscy współbracia wraz z siostrami świętowali tę uroczystość w kaplicach św. Franciszka, Daniela Comboniego i Maryi Matki Pocieszycielki.

Ojciec Andrzej odprawia Mszę Świętą w kaplicy św. Bakhity

 Pomimo, że Sudańczycy czy Ugandyjczycy nie mają tradycji Trzech Króli dzięki inicjatywie Sr. Franceski udało się wykonać gwiazdę, reprezentującą kolory misyjne wszystkich kontynentów, bo przecież każdy z nas w momencie chrztu jest namaszczony olejem świętym i uczestniczy w misji prorockiej, kapłańskiej i królewskiej Chrystusa. Właśnie króla i Mesjasza, który się narodził ponad 2000 lat temu, ale cały czas czeka na narodzenie w naszych sercach, rodzinach, w Poznaniu i w Sudanie Południowym. 

S. Francesca z dziećmi z Bidibidi i gwiazdą

 Nie sformowaliśmy całego orszaku Trzech Króli, który by mógł przejść przez obóz, ale w naszej procesji mieliśmy gwiazdę betlejemską, za którą podążali trzej królowie, a właściwie dwaj królowie i jedna królewna, bo dwóch chłopców i jedna dziewczynka, reprezentujący wszystkie plemiona Sudanu Płd., a zarazem wszystkie narody przychodzące do Jezusa. Za nimi ministranci ze świecami symbolizującymi światło Jezusa. Gwiazda przyprowadziła mędrców ze Wschodu. Dzisiaj zamiast naukowych ksiąg możemy wziąć do ręki Słowo Boże, które naprowadza nas na Jezusa, z którym możemy się dzisiaj spotkać.


 
Zgodnie z tradycją był  to Cacper, Melchior i Baltazar, ale tak naprawdę to są trzy pierwsze litery od imion królów C+M+B, które były są wpisywane kredą na drzwiach naszych domów. Są to litery od słów błogosławieństwa naszych domów po łacinie Christus Mansionem Benedicat, co oznacza błogosławieństwo Chrystusa dla naszego domu, naszej rodziny. Z jednej strony idziemy nawiedzić Jezusa i św. Rodzinę jak trzej królowie, a tak naprawdę to Jezus przychodzi do naszych rodzin z błogosławieństwem.


Dzisiaj w czasie naszego orszaku trzech króli mieliśmy Lemiego, Isaaca i Susan, którzy reprezentowali  nas wszystkich. 




Gwiazda betlejemska, czy gwiazda misyjna to „światło, które oświeca każdego człowieka, który na świat przychodzi”. My dzisiaj jesteśmy „czwartym królem”, który może przynieść swój dar serca do Jezusa. Mamy piękne kolędy, ale to pieśń naszego serca, naszego życia łączy się dziś z innymi również naszymi braćmi i siostrami z Sudanu Płd. i za to Wam bardzo dziękuję.
Niech Boże błogosławieństwo, które wypisujemy na drzwiach naszych domów, wyryje się mocno w naszych sercach i rodzinach.
Radujmy się z Trzema Królami, iż znaleźliśmy Jezusa!
Połączony z Wami na wspólnym kolędowaniu i modlitwie,
o. Andrzej

wtorek, 1 stycznia 2019

Orszak Trzech Króli i Boże Narodzenie


Bidibidi, Uganda, Nowy Rok 2019.        

Drodzy Przyjaciele;

Serdecznie pozdrawiam z obozu dla uchodźców z Sudanu Południowego w Bidibidi w Ugandzie. Jest to największy obóz liczący prawie 300.000 ludzi, czyli ponad połowę ludności Poznania.

Chciałbym się z Wami podzielić przeżywaniem Bożego Narodzenia i Nowego Roku w tymże miejscu.
Młodzi z dziećmi, którzy stanowią ponad 60% populacji obozu przygotowywali pieśni i tańce. Może nie były to chóry anielskie, ale mamy nadzieję, iż łączyliśmy się z nimi śpiewając wspólnie „Gloria” i pieśni Bożonarodzeniowe. Mali misjonarze „holy childhood” z papieskich dzieł misyjnych dzieci przygotowywały piosenki, tańce, a w niektórych miejscach scenki z narodzenia Pana Jezusa i życia św. Rodziny.

 
Mali misjonarze

 Najzabawniejsza scenka została przedstawiona w kaplicy Piotra i Pawła, gdzie dzieci z plemienia Nuer prezentowały scenkę … nawet z odgłosami osiołka biegającego po kaplicy (tym razem to było jedno z dzieci, gdyż w obozie raczej nie mają własnych osiołków czy krów). Prezentowane „jasełka” w szczególności w okresie Bożego Narodzenia i Nowego Roku pozwalają na chwile zapomnieć uchodźcom o codziennych problemach z wojenną traumą i zmaganiem z żywnością, z chorobami, brakiem możliwości wykonywania zawodu (brak ziemi i tylko miejsce na chatkę) czy edukacją.
W Sudanie Południowym większość rodzin starała się mieć specjalne jedzenie na święta. Udawało się to poprzez całoroczne oszczędności, które pozwalały na zjedzenie kozy w czasie Bożego Narodzenia czy Nowego Roku. Niestety obecnie na terenie obozu w Bidibidi większość takiej możliwości nie miała. Dodatkowo w niektórych miejscach pojawiły się problemy z comiesięczną dystrybucją żywności lub koniecznością przetransportowania jej (na własnych plecach lub raczej głowach) z odległych miejsc. W przypadku wynajęcia roweru lub motoru, część tej żywności musiała być zużyta na opłacenie transportu. Dodatkowo dochodziły problemy z chorobami takimi jak tyfus czy malaria.
W niektórych miejscach kobiety i dziewczyny szyją gwiazdy betlejemskie wypełnione wszelkimi niepotrzebnymi skrawkami materiałów. Te piękne gwiazdy mogą zawisnąć w domu lub w kościele. W poprzednich latach na terenie Sudanu Płd. niektóre mamy  piekły ciasto na wzór pierników, ale niestety  nie było to widoczne w tym roku na terenie obozu. Jednakże jedna z rodzin wypiekła chleb, z którym się dzieliła z innymi.



Świąteczne pierniki


W czasie obchodów wigilii Bożego Narodzenia w kaplicy Matki Bożej w Swinga (jedna z 5 stref na terenie obozu Bidibidi), udaliśmy się z uroczystą procesją pod ołtarz. Nie mieliśmy ze sobą figurki Bożego Dzieciątka, ale mamy, które przyniosły dzieci do chrztu przypominały nam o obecności „małego dzieciątka”, a nowo ochrzczone dzieci dołączyły do Jezusa jako nowe Dzieci Boże.

W Boże Narodzenie zamiast figurki dzieciątka Jezus, mamy przynoszą własne dzieci aby ofiarować je Jezusowi w czasie chrztu


  Śniegu i choinki oraz specjalnych prezentów nie ma, ale przez to jesteśmy bliżej faktycznych narodzin Jezusa w stajence betlejemskiej. W Sudanie Płd. udało się znaleźć parę liści bananowca, aby oddać nastrój tego dnia, a w tym roku odbyło się to w bardziej naturalny sposób z obecności małych dzieci i mam. Oczywiście każdy z nas jak pastuszkowie, czy trzej królowie przynosił swoje dary, ale w tym dniu najważniejsza była otwartość serca i gotowość wybaczenia ran wojennych czy rodzinnych.
Najpiękniejszym momentem było zobaczenie uśmiechów mam i dzieci. W tym dniu pojawiło się wiele dzieci, a przy 500 dzieciach w kaplicy trudno o dystrybucję wystarczającej ilości cukierków czy ciastek. W każdym razie dla wszystkich starczyło, choć niewiele czasami po 1-2 cukierki jednocześnie w 4 kaplicach dziennie od 24 do 26 grudnia i w Nowy Rok 2019. W drugi dzień świąt (św. Szczepana) nie jest uroczyście obchodzony, pomimo to nieco mniejsza grupa ludzi dotarła do kościoła. Mamy 30 kaplic, a tylko 4 kapłanów, staramy się jednakże dotrzeć w tych dniach do największej ilości osób rozsianych na terenie całego obozu Bidibidi. Kościół nie jest tu tylko miejscem modlitwy, ale też spotkań, organizowania się i różnorakiej aktywności.
W Nowym 2019 Roku będąc w kaplicy Matki Bożej (Bogurodzicy) w Kado (w strefie Abirimajo) znowu dzieliliśmy radość z innymi. 

o. Andrzej w kaplicy Bogurodzicy na terenie obozu Bidibidi

 W tym dniu szczególnie były widoczne dzieci, które przyszły z jeszcze mniejszymi siostrzyczkami i braciszkami. 

Rodzeństwo


Jeden chłopiec długo wpatrywał się w Jezusa na krzyżu. Zastanawiałem się co ujrzał i co chce nam dzisiaj Jezus powiedzieć w swoim cierpieniu z krzyża, a może w cierpieniu i potrzebach uchodźców z Bidibidi, gdy Jezus mówi do nas byłem głodny, spragniony, chory, bez dachu nad głową (Mt 25, 34-40). To pragnienie jest również duchowe, obecności drugiego człowieka i solidarności z drugim człowiekiem. 

 
Chłopczyk wpatrujący się w cierpiącego Jezusa na krzyżu

Przypominają mi się czasy z dzieciństwa, gdy w stanie wojennym docierały odzież i żywność z różnych stron świata do Polski, a jednego dnia dotarł również indyk do wielu wielodzietnych rodzin w naszej parafii. Przywoziliśmy te indyki z bratem, jako ministranci,  na sankach. Była to wielka radość zobaczyć wiele uśmiechniętych twarzy, a jaką radość „królewski dar serca” my możemy ofiarować? Ten dar zależy od Ciebie, a chcemy go głównie w tym roku skierować do dzieci, do małych misjonarzy z „holy childhood”.
W Nowy Rok w tej samej kaplicy Bogurodzicy w Kado można było zobaczyć też drugiego chłopca, który chciał ofiarować swoje świąteczne okulary słoneczne Matce Bożej, bo było wielkie słońce w kaplicy, a figurka Matki Bożej z Jezusem była wystawiona na promienie słoneczne. Może to był mały, radosny gest, ale pochodził z serca i to jest najważniejsze.

 
Chłopiec próbujący ofiarować okulary przeciwsłoneczne Matce Bożej

 Nie ma u nas pięknej tradycji „trzech króli”, którzy przychodzą do Jezusa, ale Ci prości „pastuszkowie”, którzy przychodzą z Bidibidi czy innych miejsc, potrzebują również mędrców. Trzej królowie złożyli dary Świętej Rodzinie i być może również dzięki nim Maryja, Józef i Jezus mogli uciec z okupowanej Palestyny do Egiptu.
Cieszę się, że orszak Trzech Króli już wyrusza z Poznania do Bidibidi, z Polski do Ugandy. 





Nie jest to pierwsza taka podróż, gdyż przed nami odbyła ją dr Wanda Błeńska „poznanianka stulecia”, która służyła ludziom chorym na trąd w Ugandzie przez 43 lata. Polacy uciekający i powracający ze Wschodu, również znaleźli swoje miejsce w Ugandzie w obozach dla uchodźców. Były to w szczególności osierocone dzieci z Syberii i Kresów Wschodnich, które utraciły swoich rodziców w czasie II wojny światowej.

 
Koja- Uganda (osiedle dla polskich uchodźców)- zdj. Fundacja Dzieci Afryki

Niech piękna tradycja Trzech Króli towarzyszy błogosławieństwu naszych domów i rodzin, rozszerzając się również na ziemię Sudanu Płd. i Ugandy, a Boży pokój pozwoli przemienić ludzkie serca, aby każdy mógł mieszkać w swojej ukochanej ojczyźnie na wzór św. Rodziny z Nazaretu.


W modlitwie i z błogosławieństwem na Nowy 2019 Rok,

o.Andrzej Dzida, SVD