piątek, 17 stycznia 2020

Dni Młodych w Bidibidi


Bidibidi, 17 stycznia 2020r.
Kolejny tydzień w naszym obozie upłynął na spotkaniach z młodzieżą. Jeszcze w niedzielę Chrztu Pańskiego świętowaliśmy z naszymi uchodźcami zwieńczenie okresu Bożego Narodzenia. W tym dniu w kaplicy John Bosco mieliśmy kolejne 33 chrzty … w końcu nie ma jak to świętować Chrzest Pański z chrztem  dzieci …. z jednoczesnym wezwaniem do nawrócenia dla nas. Dodatkowo dwie wdowy po długim okresie oczekiwania (w małżeństwie tradycyjnym) radowały się z pełnego zjednoczenia z Jezusem w komunii. Joy i Esther czekały na ten moment prawie 30 lat i było widać u nich wielką radość. Joy nawet na ten moment zmieniła swoje ubranie na białe, które przygotowała sobie wcześniej, z jednoczesnym zamiarem dołączenia do Akcji Katolickiej. Patrząc na te przygotowania i promieniującą na twarzy radość …. co tam radość na twarzy … ale widząc Joy podskakującą ( z jej punktu widzenia tańczącą) i wyśpiewującą … i nam udzielała się jej radość i przypominała nam o darze komunii z Jezusem, z możliwości zjednoczenia z nim. Może nie zawsze widoczne są w nas te objawy wewnętrznej radości, czy „kwitnących ogrodów” w naszym sercu. A przecież jak te nowo ochrzczone dzieci zostaliśmy namaszczeni olejkiem radości jako królowie (książęta i księżniczki), prorocy i kapłani w Jezusie. Niesamowite … a jednak do tego przywykliśmy … i nie skaczemy z radości … a może i szkoda. Oczywiście chrzty odbyły się też w innych kaplicach do których dotarli kapłani.
W poniedziałek 13 stycznia rozpoczęliśmy Bidibidi Youth Days (może nie światowe … ale dni młodzieży w naszym obozie Bidibidi,  gdzie samej młodzieży i dzieci poniżej 18 roku jest prawie 210.000). Niestety nie wszystkie kaplice dotarły do Swingi (2 strefa) ze względu na odległości pomiędzy poszczególnymi strefami. Jednakże bardzo się cieszyliśmy, że byli reprezentanci ze wszystkich pięciu stref i prawie połowy ze wszystkich kaplic. Młodzież dochodziła z poszczególnych kaplic już od niedzielnego popołudnia, aby od poniedziałku rozpocząć festiwal piosenki.

Zwycięski chór

 Każdy z chórów przygotował 4 pieśni, a dodatkowo był konkurs przedstawień teatralnych. 

Przedstawienie z okazji dnia św. Arnolda
Cały dzień był wypełniony. Młodzież cieszyła się również bycia z sobą. Ponadto była okazja do zjedzenia czegoś lepszego …. krowa już się pasła w pobliżu kaplicy (ale jeszcze to nie był jej czas … aż do dnia św. Arnolda Janssena), a także tworzenia czegoś razem. 

Dni Młodych i nieco starszych ... w dniu św. Arnolda
 W kolejnym dniu wraz z  o. Wojtkiem Pawłowskim, odpowiedzialnym za młodzież oraz siostrą Three przeżywaliśmy Vocation Day (dzień rozpoznania naszego powołania, planu kochającego Boga dla nas). Pierwsza część dotyczyła wsłuchania się w głos Boga, który daje nam do wykonania pewne zadanie na ziemi. Odpowiedź na Jego Miłość zawsze poparta jest Jego obecnością, znakami i słowami …. Nie bój się, Ja jestem z tobą. Od zrozumienia powołania do małżeństwa i rodziny z Bożym błogosławieństwem, przy zawierzeniu Stwórcy a nie własnym siłom (od Adama i Ewy przez Tobiasza i Sarę, aż do św. Rodziny). Przykłady różnych powołań Abrahama, Mojżesza, Dawida, Eliasza przybliżały nas do powołań apostołów i uczniów. Jakie jest moje powołanie? Jak mogę pójść za Jezusem? Co dla mnie przygotował? Jak mogę zrealizować swoje powołanie w rodzinie? Takie i inne pytania towarzyszyły nam w ciągu dnia. Oczywiście nie mogło zabraknąć aktywnego śpiewania połączonego z wykonywaniem  gestów czy kroków. Prym w tym wiodła sr. Three z Indonezji, która również podzieliła się swoim świadectwem. 

Przygotowania do procesji o. Andrzej i Wojciech


Była również koronka do Miłosierdzia Bożego, ale to co najbardziej przykuło uwagę młodzieży był film o życiu św. Augustyna. Z jednej strony nie w pełni szczęśliwa rodzina, poszukujący prawdy i gubiący się na drodze Augustyn, a z drugiej strony miłująca i modląca się matka. Przykład świętego wskazujący, że każdy ma szanse się zmienić i moc cierpliwej miłości i modlitwy. Był też czas na pytania i odpowiedzi … i to przez półtora godziny. I tak minął młodzieży dzień drugi.



Dopełnienie nastąpiło w trzecim dniu, dniu święta naszego patrona św. Arnolda Janssena. Kolejny konkurs dla młodzieży na to co zapamiętali z kolejnych spotkań dotyczących Słowa Bożego, sakramentów, historii kościoła i życia św. Arnolda. Pytania były trudne, ale byliśmy pod wrażeniem ich wiedzy. Pierwsze trzy miejsca to odpowiednio 36, 35, 34 punkty na 40 możliwych, a co za tym idzie musimy przygotować dla nich zestawy bębnów i jeszcze trzeba będzie je sprowadzić. Ale było warto …. Cieszyliśmy się z Wojtkiem, że owoce seminariów i spotkań są już widoczne … a wiedza często większa w tym zakresie od katechistów. Cóż nam pozostało teraz trzeba się zająć katechistami! Przez następne dwa tygodnie będą mieli swoje spotkania i warsztaty.
W tym dniu również nastąpiło dokończenie filmu. Młodzież przystępowała też do sakramentu pojednania, a następnie rozpoczęliśmy mszę świętą, gdzie o. Wojciech Pawłowski był głównym celebrantem, a ja w czasie homilii przybliżyłem sylwetkę św. Arnolda jako człowieka wiary i zaufania, który niczego się nie bał. 

 
Werbiści z o. Arnoldem w Bidibidi
Jak ważne jest rozeznanie tego co jest najlepsze dla nas, a przez to dla innych było bardzo widoczne w życiu naszego założyciela. Od małego, w wielodzietnej rodzinie, podobnej jak dzisiaj w obozie (10 dzieci), mały Arnold wzrastał w słuchiwaniu się w Słowo Boże i modlitwie różańcowej. Niesamowite jak Prolog z ewangelii św. Jana (Jn 1:1-18) czytany w rodzinie co niedzielę, ukształtował całe życie św. Arnolda, łącznie z założeniem Zgromadzenia Słowa Bożego (werbistów). A co nas kształtowało i kształtuje? Jaka jest obecność Słowa Bożego w naszym życiu? Gdy św. Arnold rozpoznał iż taka jest wola Boża nie cofał się przed niczym. Nie bał się, że ma ograniczone umiejętności, czy środki pieniężne, czy ludzi będących u jego boku. Nie patrzał na niesprzyjające okoliczności jak Kulturkampf (jak walka z kulturą czy religią), nie bał się po paru latach wysłać dwóch pierwszych misjonarzy do Chin, chociaż przy nim była tylko garstka ludzi. 

Modlitwa z tancerzami i ministrantami po Mszy św.

 Dzisiaj Rodzina Arnoldowa liczy 9400 dzieci (6000 misjonarzy, 3000 sióstr misjonarek, 400 sióstr klauzurowych) … ale czy tylko? Nie, prawdziwa Rodzina Arnoldowa to wszyscy ludzie pociągnięci przykładem św. Arnolda Janssena, Bożego zapaleńca, którzy w jakiś sposób  związani są z misjonarzami i misjonarkami na całym świecie. W naszym obozie jest 4 kapłanów i 7 sióstr, ale jesteśmy z ludźmi z obozu liczącego 300.000 ludzi. Możemy teraz sobie wyobrazić rzeszę 9,400 sióstr, braci i kapłanów, którzy docierają do 83 krajów w przypadku werbistów i 53 krajów w przypadku sióstr służebnic Ducha Świętego. W takim razie ile milionów liczy Rodzina Arnoldowa … ile braci i sióstr mamy w tej Naszej Rodzinie. Drogi czytelniku i Ty w niej jesteś …. a bez Ciebie to dzieło św. Arnolda … a właściwie Boże nie byłoby możliwe. Bardzo Ci dziękuję za Twój czas, modlitwę i wsparcie. Chciałbym, żebyś również Ty się z tego radował …. może podśpiewując, skakając, tańcząc jak to robiła Joy i młodzież …. a może w wiadomy Ci tylko sposób, w głębi Twojego serca. Bez Ciebie ten świat nie byłby aż tak piękny, czegoś by brakowało … dobrze że jesteś i co by to było gdyby Cię nie byłoJ. Dziękuję Ci, iż jesteś w Naszej Rodzinie Arnoldowej;
Z błogosławieństwem i w miłości Słowa Bożego,
O. Andrzej Dzida, SVD





środa, 8 stycznia 2020

Trzej Królowie z Bidibidi.


Bidibidi, 06 stycznia 2020r., Święto Trzech Króli.


W tym roku udało się nam zorganizować marsz „trzech króli” w strefie Swinga na terenie naszego obozu. Nasze przygotowania rozpoczęły się w kaplicy św. Bakhity, a były związane z dodaniem paru blach na dachu (jeszcze trochę ich brakuje), odnowienia podłogi (świeża glina), czy dodanie prostej dekoracji.

 
Przygotowanie podłogi w kaplicy











Przygotowanie dekoracji

 W przygotowaniach brała też udział druga kaplica Maryi Pomocy Chrześcijan oddalona o niecałą godzinę dobrego marszu. U św. Bakhity, która jest patronką Sudanu Płd., mieliśmy pierwszą część naszych obchodów. Dzieci z pobliskich kaplic św. Franciszka i św. Daniela Comboniego, jak również Maryi Pomocy Chrześcijan dotarły nieco wcześniej na miejsce i zjadły śniadanie (porridge). Ku naszemu zaskoczeniu dotarła też niewielka grupka dzieci z sąsiedniej strefy Bidibidi. Nasze siostry zajęły się wystrojem ołtarza, a niesamowitą furorę zrobiły flagi, w kolorach pięciu kontynentów. Materiał udało nam się kupić na rynku w Yumbe, a flagi miały końcówki od mioteł. Siostra Francesca przeszyła je, aby można je było założyć na patyki. Dodatkowo pojawiła się gwiazda, korony dla trzech króli oraz ubrania dla nich i Maryi.


Gwiazda, królowie i flagi misyjne 5 kontynentów

W takiej procesji, uzupełnionej kadzidłem z turyfikatorem i ministrantami, tancerzami oraz mamami z Akcji Katolickiej udaliśmy się do ołtarza. Najpierw Mayja, która niosła małego Jezusa w żłóbku oddała hołd razem z trzema królami, a następnie rozpoczęliśmy Eucharystię razem z powiewającymi flagami ze wszystkich kontynentów.




Łączyliśmy się w radości z „małymi misjonarzami” z całego świata. Nasza msza święta, w szczególności eksplodowała radością podczas „chwały na wysokości Bogu”, gdzie głosy małych uchodźców łączyły się z anielskimi, ale także w czasie śpiewania święty, święty (hosanna, hosanna). Częścią homilii Objawienia Pańskiego, była prezentacja przez dzieci historii miłości Boga do człowieka. Historii stworzenia, gdzie człowiek postanowił nie słuchać głosu Boga, Słowa Bożego, ze wszystkimi konsekwencjami. Na szczęście Bóg w swojej nieskończonym miłosierdziu dla nas, przygotował ponowny plan zjednoczenia nas w Jezusie Chrystusie.


 
Dzieci Misyjne

Tego planu nie doświadczyliśmy w kaplicy św. Bakhity, w końcu oczekiwanie na wypełnienie Słowa Bożego zapowiadanego przez proroków zajęło parę tysięcy lat … nam zajęło nieco krócej, bo kolejne przedstawienia biblijne mieliśmy po zakończeniu procesji trzech króli, a właściwie procesji „wszystkich małych misjonarzy” z kaplicy Bakhity do Maryi Pomocy Chrześcijan. Zajęło to nam niecałą godzinę, ale przy wspólnym śpiewie i radości wspólnego marszu z Jezusem, tego nie odczuliśmy pomimo słońca, które nam towarzyszyło. Mieliśmy również z sobą na przodzie gwiazdę, która wskazywała drogę nam i trzem królom. Pomimo, że było ponad 500 dzieci, jeszcze inne przyłączały się po drodze. Nasze wspólne śpiewanie, marsz i zabawa, były równocześnie wyrazem modlitwy i świadectwa naszej wiary. Miło było zobaczyć towarzyszących nam rodziców, czy dorosłych machających nam z drogi. Przenośny głośnik, który sprawdził się na pielgrzymce również i dziś był bardzo przydatny, a wuwuzele i trzepoczące flagi dodawały kolorytu naszego marszu.





Po dotarciu na miejsce miał czekać na nas posiłek … Bożonarodzeniowy obiadek ( i z kozą i z krową, którego mięsa uchodźcy nie mają na co dzień … a właśnie te dni też kojarzyły się dzieciom z lepszym jedzeniem, jak kiedyś nam z szyneczką czy parówkami). Jak to jednak bywa posiłek się opóźniał, w związku z tym mieliśmy kolejną scenę biblijną ze Zwiastowania …. gdzie wreszcie wypełniała się obietnica przed tysięcy lat, zjednoczenia na nowo Boga z człowiekiem. Dzieci były bardzo kreatywne w przedstawieniu kolejnej sceny z pastuszkami i aniołem, a inne dzieci udawały owce … było dużo radości … ale jak posiłku nie było tak nie było … ale to czas afrykański!

 
Dzieci udające owieczki

 W między czasie odmówiliśmy „Anioł Pański” i trzy tajemnice różańca w różnych zestawieniach dwóch chłopców, dwie dziewczynki, chłopiec i dziewczynka z różnych kaplic. Powoli jednak po solidnym marszu i czasie spędzonym razem od rana … zaczęło nam burczeć w brzuchuJ i już kolejna tajemnica szła nam gorzej. Powiedziano nam, że już posiłek jest gotowy, pomodliliśmy się przed jedzeniem … a tu nic. W końcu ostatnia scenka z trzema królami w pięknych koronach i  … żywym dzieciątkiem i świętą rodziną … i wreszcie tak oczekiwany przez dzieci dobry posiłek, którego nie mają na co dzień. 




Nawet towarzyszący nam katechiści mówili nam, że to … prawdziwe Boże Narodzenie. Po posiłku zrobiła się już 15.00 i już bez skręcania w żołądku dzieci odśpiewały koronkę do Miłosierdzia Bożego …. a potem małe co nieco (czyli lizaki) i w ramach podziękowania za piękne prezentacje dzieci otrzymały lampki solarne do każdej kaplicy. Bardzo się cieszę, iż wspólnie z siostrą Francescą (z Włoszakowic) i siostrą Dorotheą (z Indonezji, z Timoru)

 
s Francesca z s. Dorotheą
z Waszą pomocą, ze wsparciem Fundacji Orszaku Trzech Króli oraz przede wszystkim Bożą pomocą udało się zorganizować ten piękny dzień. Życzę również Wam moi Przyjaciele, Bożej Miłości i Radości, która z Bożym błogosławieństwem niech wypełnia Wasze domy.

C+M+B Christus Mansionem Benedicat
o. Andrzej 
























piątek, 27 grudnia 2019

Pielgrzymka Bidibidi


Bidibidi, 27 grudnia 2019r; Pielgrzymka piesza na uroczystość Niepokalanego Poczęcia Maryi



Drodzy Przyjaciele;

Chciałbym się z Wami podzielić radosną nowiną, iż udało nam się zorganizować pieszą pielgrzymkę naszych uchodźców z Sudanu Płd. z obozu Bidibidi do Naszej Pani (Królowej) Afryki w Lodonga. 


 
Calling of Merciful God
on surprising journey of life
with Him

Mary our way to Jesus-
Pilgrimage of South Sudanese refugees
from Bidibidi settlement



 Nasze pionierskie przedsięwzięcie wymagało przezwyciężenia pewnych trudności, otrzymania zgód obozu i policji, zorganizowania zakwaterowania i wyżywienia, a przede wszystkim uwierzenia w powodzenia tej misji i objęcia jej modlitwą. Z naszych 30 kaplic na terenie obozu bardzo wolno spływały listy z zarejestrowanymi pielgrzymami i tak naprawdę otrzymaliśmy je niecały tydzień przed rozpoczęciem pielgrzymki.
Wiele osób chciało uczestniczyć w tym wydarzeniu, zanieść swoje intencje do Maryi, naszej Matki, ale choroby jak malaria, tyfus czy ogólna słabość dodatkowo związana z temperaturą powietrza i unoszącym się kurzem na drodze pozostawiła ich na miejscu w Bidibidi. Prosiliśmy ich o modlitwę w naszej intencji, w intencji naszej pielgrzymki, a sami obiecaliśmy również zanieść ich prośby, podziękowania i dziękczynienia do Our Lady of Africa. Wdzięczność za uratowanie życia, ocalenia niektórych członków rodziny, znalezienia miejsca w obozie, wybudowania małej chatki z gliny i trawy w Bidibidi, czy comiesięczna dystrybucja jedzenia były powodem tej pieszej pielgrzymki.
Dzieci i młodzież cieszyły się z zakończenia kolejnego roku szkolnego (kończy się około 30 listopada) i z możliwości uczenia się w Ugandzie, w kraju, który ich przyjął do siebie. 



Przypomniało mi to czasy, kiedy polskie dzieci z Kresów Wschodnich, Kazachstanu czy Syberii towarzyszące Armii Andersa z Iranu zostały rozdzielone na tereny dawnej kolonii brytyjskiej. W czasie IIWŚ powstało także kilka obozów na terenie Ugandy i tu dzieci mogły znaleźć schronienie czy się uczyć i pomimo, że wiele z nich było sierotami, chroniła ich najlepsza Matka, Matka Boża. Z resztą na terenie jednego obozu powstał kościół pod wezwaniem Matki Bożej Częstochowskiej. Ograniczyliśmy wiek pielgrzymów od 12 lat, ale i tak młodzież była najliczniejszą grupą. Oczywiście, było kilkadziesiąt mam, które niosło swoje małe dzieci na plecach. 







Przygotowania do pielgrzymki rozpoczęliśmy od przygotowania tekstów biblijnych z pytaniami i rozważaniami. 







 Najbliższe sercu naszych uchodźców było Słowo Boże dotyczące narodzin Jezusa, warunków w których przyszło rodzić Maryi i ucieczka przed prześladowaniami Świętej Rodziny do Egiptu. Do dziś warunki rodzenia w Sudanie Płd. czy na terenie obozu nie należą do najlepszych i wiele dzieci i kobiet umiera podczas rodzenia. W niektórych przypadkach kobiety są nieświadomie sterylizowane, czy dostają środki poronne. Tutaj następuje skojarzenie z władcą Herodem, czy wcześniejszymi nakazami Faraona w Egipcie za czasów Mojżesza. Chronienie dziecka, matki i rodziny, a potem ucieczka do Egiptu. Jak wyglądała ucieczka naszych Sudańczyków Południowych do  Ugandy, gdzie chronili swoje życie i swoich najbliższych. Szacuje się, iż w wyniku działań wojennych około 3.500.000 straciło dach nad głową, a nawet 500.000 mogło stracić życie.
Oprócz fragmentów biblijnych, które zbliżają nas do Jezusa przez Maryję, dotyczących pielgrzymki Świętej Rodziny do Jerozolimy, gdzie Jezus wskazuje nam na potrzebę odpowiedniej relacji, spotkania i rozmowy z Ojcem towarzyszyło nam w tej wędrówce 11 tekstów. Nie wszystkie udało się nam w czasie tej pielgrzymki rozważyć, ale będą one z nami w czasie całego Roku Słowa Bożego, gdyż pielgrzymi otrzymali foldery z tekstami i modlitwami. Modlitwa różańcowa, litania, czy Koronka do Miłosierdzia Bożego wraz z pieśniami, banerami na dykcie, sztandarami czy obrazem Jezusa Miłosiernego i statuą Matki Bożej były cały czas z nami. 



 Polecaliśmy też naszych Przyjaciół, Dobrodziejów, Rodziny, Kościół i pokój w Sudanie Płd. Hasłem tegorocznej pieszej pielgrzymki było „wezwanie Miłosiernego Boga do pełnej niespodzianek wędrówki przez życie z Nim”, gdzie „Maryja jest naszą drogą do Jezusa – (podczas) pielgrzymki uchodźców z Sudanu Płd. z obozu Bidibidi.”







W pieszej pielgrzymce nasi uchodźcy z 30 kaplic łączyli się po drodze. Z najdalszego punktu naszego obozu w strefie Ariwa było ponad 50 km. W związku z tym Ariwa i przylegające do niej Yoyo wyruszyli dzień wcześniej, aby przenocować w 3 strefie w szkole (w końcu wakacjeJ) w Abrimajo. Tam też był nocleg i posiłek. Pielgrzymka rozpoczęła się 06 grudnia i we wszystkich 5 strefach, również w Swinga i Bidibidi była kontynuowana 07 grudnia. Ja prowadziłem pierwszą grupę pielgrzymów z Ariwa/Yoyo/Abrimajo, a o. Wojtek grupę ze Swinga, która połączyła się po 7,5 km drogi z grupą o. Romiego z Bidibidi. Dla pierwszej grupy, która przechodziła ze mną przez tereny głównie zamieszkałe przez muzułmanów w dystrykcie Yumbe, nasze siostry Służebnice Ducha Świętego dowiozły wodę i banany. Siostra Josefa (z Chin), która jest lekarzem oraz siostra Three (z Indonezji), która jest pielęgniarką zajęły się naszymi podopiecznymiJ. Na szczęście tylko dwie osoby zostały wzięte samochodem, a reszta po krótkim odpoczynku kontynuowała drogę na piechotę. Siostry zajęły się też pielgrzymami po przybyciu do Lodonga. Na szczęście nie było większych chorób oprócz dwóch przypadków cięższej malarii. 








Pod wieczór około 19.00 pojawiła się druga grupa pielgrzymów ze Swinga i Bidibidi. W tym przypadku udało się nam załatwić postój na terenie parafii w Yumbe, gdzie oprócz bananów i wody, była również herbata i ryż. Po połączeniu wszystkich pielgrzymów z 30 kaplic z naszego obozu, okazało się, że jest ich więcej niż planowaliśmy i z 600 ich liczba wzrosła do 1000. Na szczęście po przybyciu ze mną pierwszej grupy widząc tak wielką grupę, postanowiliśmy zachować pierwotne trzy budynki Paimol Center dla kobiet, a mężczyźni zostali przekierowani do Collegu dla nauczycieli Jana Bosco. Była podczas pielgrzymki strawa dla ducha, ale nie zapomnieliśmy o strawie dla ciała. W niedzielę 08 grudnia nasi uchodźcy zjedli nawet całą krowę. Oczywiście dodatkowo zawsze był porridge, herbata, fasolka, papka z mąki kukurydzianej, kapusta, małe rybki czy słodkie ziemniaki. A ja tam byłem … i herbatę piłem! … a herbata musi być słodka, a właściwie bardzo, bardzo słodka.





Był to dobry owocny czas odnowy duchowej w przygotowaniu do Bożego Narodzenia. Bardzo się cieszę, iż tak liczna grupa prawie 1000 osób mogła wyjść poza obóz i doświadczyć jedności całego kościoła, gdyż przybyli pielgrzymi z całej diecezji Arua. Nastąpiło nie tylko zjednoczenie naszej parafii, ale też uchodźców z Sudanu Płd. z Ugandyjczykami. Był to dla mnie bardzo zajęty czas, gdyż gdy już przybyliśmy prowadziłem rekolekcje i mszę wigilijną z nocną procesją ze świecami do naszej Bazyliki, Naszej Pani (Królowej) Afryki w Lodonga.




Dzięki Waszym modlitwom i materialnemu wsparciu udało się z Bożą pomocą zrealizować ten trochę szalony plan. 
Wierzę, iż to był Boży plan i wielu uchodźców, którzy wyszli poza obóz doświadczyli mocy modlitwy i solidarności, a zainspirowani tym wszystkim będą dalej pielgrzymować przez życie z osobami, które spotkają na drodze nie tylko w Bidibidi, ale też w Sudanie Płd., czy Ugandzie. Moi drodzy Przyjaciele i wy jesteście częścią naszej wspólnoty, bo dzięki Wam udało się zrealizować tę pielgrzymkę. Myślę, że było to też piękne rozpoczęcie Roku Słowa Bożego. Niech nasze serca będą otwarte  na Słowo Boże i Boży plan, które wypełniło się w całości w Jezusie, przez Maryję i niech to Słowo Boże wypełnia się teraz w nas.
W miłości Słowa Bożego,
o. Andrzej