czwartek, 25 sierpnia 2016

Dokąd zmierzasz Sudanie Południowy?

Poznań, 24 sierpnia 2016r.

Moi Drodzy Przyjaciele!

To już prawie miesiąc od ostatniego listu i piszę go z rodzinnego miasta, gdzie przebywam na kontroli w szpitalu. Po ostatnim liście sytuacja w Sudanie Płd. pogorszyła się. Drogi prowadzące z Lainya do Dżuby i do Yei są zablokowane, a co gorsza nowe drogi wokół Yei prowadzące do Ugandy i Konga również zostały zablokowane. Mieszkańcy Sudanu Płd. nie byli przepuszczani przez granicę, a żywność pochodząca z Ugandy i Konga nie dochodziła do miejsca poprzez blokady. Dochodzi też na tych drogach do rabunków przez rebeliantów i nierozpoznane grupy uzbrojonych mężczyzn. 
Miasteczko Wondruba

Po ustanowieniu nowego wiceprezydenta Tabana Deng Gai przez prezydenta Salva Kiira sytuacja jeszcze bardziej się skomplikowała. Nowy wiceprezydent co prawda wywodzi się z opozycji, lecz nie został zatwierdzony przez dotychczasowego lidera opozycji Riek Machara, który co ciekawe był dotychczasowym wiceprezydentem i zdymisjonował Tabana Denga przed nominowaniem go przez Prezydenta. Opozycja jest bardziej podzielona, a proces pokojowy nie może być kontynuowany, gdyż porozumienie pokojowe z sierpnia br. miało być wprowadzane w życie przez Salva Kiira i Riek Machara. Machar jest obecnie w sąsiednim Sudanie z którego przedostał się przez Kongo. Kolejnym problemem jest niechęć prezydenta do ONZ i propozycji ustabilizowania sytuacji poprzez rozmieszczenie dodatkowych sił pokojowych. Oliwy do ognia dolało rozkradzenie magazynów żywnościowych przez wojska rządowe pod pretekstem poszukiwania broni.

Materace pozostawione na drodze przez ludzi uciekających do buszu.
Brak kontroli nad siłami rządowymi i opozycją prowadzi do destabilizacji kraju, która może przerodzić się w anarchię. Pacyfikowanie kolejnych miejsc prowadzi do utraty zaufania do rządzących, a działania rebeliantów czy niezorganizowanych grup, które rabują własnych ludzi powodują całkowitą dezorganizację życia w Sudanie Płd.

Nasze miasteczko Lainya jest obecnie opuszczonym miejscem bez ludzi, ze spalonymi i splądrowanymi domami. Ponad 20 tys. mieszkańców schroniło się do buszu w obawie o utratę życia. Na przedmieściach znajdują się wojska rządowe. Mieszkańcy boją się powracać, a z drugiej strony duża część domów została spalona, a wnętrze domów okradzione także z zapasów żywności … nie ma więc do czego wracać. Najgorsze w tym jest, że sytuacja w buszu też jest zła, ze względu na brak żywności i leków. 

Żołnierze okopali się wokół naszej misji.
Gdy nie było mieszkańców w Lainya nasza obecność w tym miejscu też stanęła pod znakiem zapytania. W związku z tym ewakuowaliśmy się z ciężko rannym Geraldem, jego żoną i synkiem o wdzięcznym imieniu Deo gratias (Bogu niech będą dzięki) do Yei. Gerald, który mówił nam że został ocalony dzięki modlitwie i różańcowi(który cały ten czas trzymał go w ręku) dotarł z nami do szpitala. Nie było odpowiednich leków, które jednak zorganizowaliśmy. Był problem z rentgenem, któremu udało się zaradzić. Największym problemem był brak lekarzy i pielęgniarek, które nie otrzymywały pensji jak również bały się pomagać postrzelonym (gdyż często byli podejrzani iż są rebeliantami przez żołnierzy rządowych pojawiających się w szpitalu). Na szczęście w Yei znalazł się brat Geralda, który był dyrektorem jednej ze szkół. Zorganizował on transport do Ugandy, gdzie Gerald leczył się w lepszych warunkach. 
Gerald z raną postrzałową i różańcem.

Pozostali uchodźcy z Ugandy, którzy ukrywali się w Domu Nadziei, również dotarli do Yei (dzięki pomocy anglikańskiego biskupa Eliaba), a stamtąd przedostali się do Ugandy. My z Yei po rozeznaniu sytuacji z miejscowym biskupem Erkolano i naszym generalatem udaliśmy się do Kenii, a stamtąd do naszych miejsc.

Obecna sytuacja w Lainya jest bardzo zła, gdyż nie ma ludzi, którzy uciekli do buszu. Obawiają się powrotu z powodu stacjonujących tam żołnierzy. Brak jest żywności i lekarstw, gdy zapasy i pola zostały w większości zniszczone a pomoc humanitarna nie może dotrzeć z powodu blokady dróg. W podobnej sytuacji już od ponad roku znajduje się miasteczko Wondruba położone 30 km od Lainya, a kolejne w naszej diecezji Mundri po 8 miesiącach zostało zajęte tylko przez 20% poprzedniego stanu ludności.

Podsumowując, obecna sytuacja w Lainya nie pozwala na powrót … bo nie ma niestety nikogo w naszym miasteczku. Nadzieją jest unormowanie jako takie w Sudanie Płd., gdzie ludność mogłaby się czuć bezpiecznie i powrócić, ale to na przykładzie dwóch miasteczek może zająć rok lub dłużej.

Módlmy się o pokój w Sudanie Płd. i w naszych sercach,
o. Andrzej

wtorek, 26 lipca 2016

My i świat

Lainya, 26 lipca 2016r.
„Pan światłem i zbawieniem moim: kogo mam się lękać?
Pan obroną mojego życia: przed kim mam się trwożyć?” (Ps 27:1)

W ostatnich dniach widzimy zatrważające ataki terrorystyczne i wojny a z drugiej strony mamy Światowe Dni Młodzieży … i jak to wszystko egzystuje w naszym świecie. Wiadomość o zaatakowaniu podczas mszy św. 84 letniego kapłana i zabicia go nożem oraz zabraniu sióstr i parafian  jako zakładników w Europie, wydawała się nie do pomyślenia … a jednak stało się to w małym miasteczku we Francji. Często byliśmy „przyzwyczajeni” iż coś takiego może się zdarzyć w Afryce czy na Bliskim Wschodzie.

Jaka jest nasza zdolność empatii i bycia z cierpiącymi, gdzieś dalej … dla jednych to będzie rodzina, sąsiedzi, koledzy czy koleżanki z pracy, to samo miasto, Europa … ale czy to jest cały świat?

Święto Młodych uczy nas, że możemy być razem w radości i smutku … i te uczucia przekraczają granice. Miłość pociąga nas do bycia z innymi, gdzie „błogosławieni są miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią'. To miłosierdzie objawia się w słowie, w modlitwie i w czynie. Dlatego pomimo wielu wydarzeń w Polsce, w Europie i w świecie pozwalam sobie podzielić się z Wami wiadomościami z dalekiego Sudanu Płd; który może przez to już nie jest tak całkiem daleki, lecz coraz bliższy Waszemu sercu.

Łączę się też z Wami w modlitwie, oczekując że ta iskra miłosierdzia pochodząca od Jezusa już jest w sercach wielu młodych (i młodych duchem) zjeżdżających do Krakowa, i ta iskra rozpali cały świat … przemieni również wnętrza rządzących, żołnierzy … również tu w Sudanie Płd. Czasami wydajemy się bezradni wokół otaczającego nas zła … ale to nieprawda zawsze możemy coś próbować robić … wiedząc, że nie jesteśmy bogami, pozostaje nam więc modlitwa do tego który wszystko może i jest miłosierny.

W ostatnich dniach w naszym opuszczonym miasteczku Lainya przeżywaliśmy trudne chwile. Wczoraj nasza misja została zajęta przez żołnierzy z Dżuby, którzy otrzymali zadanie „oczyszczenia drogi” pomiędzy stolicą kraju a Yei. Na razie po 100 km dotarli do nas w Lainya. Niestety pierwszy oddział żołnierzy był bardzo nieprzyjazny, a wręcz wrogo nastawiony do ukrywających się w naszym Domu Nadziei. Dwóch młodych mężczyzn (mężów i ojców) zostało wyprowadzonych z naszego terenu. Pomimo naszych protestów i prób zatrzymania żołnierza bijącego jednego z naszych ludzi, nie mogliśmy nic zrobić … ten żołnierz działał w dzikim amoku. Przez cały dzień nie mieliśmy wiadomości o naszych dwóch zaginionych.

Słyszeliśmy o dwóch znalezionych ciałach, a dzisiaj żołnierze z bardziej przyjaznego oddziału, który koczuje na naszej misji przynieśli jednego z mężczyzn. Był on postrzelony w kilku miejscach, ale żywy, gdyż kula przeszła na wylot. Widok tego cierpiącego człowieka przyprawiał o ból. Opatrzyliśmy go, ale niestety nie możemy mu za bardzo pomóc, gdyż nie ma u nas żadnego czynnego szpitala a droga do Dżuby i Yei nie jest w pełni otwarta. Według relacji Geralda, który jakimś cudem przeżył strzały Akim, który był nauczycielem został wpierw zastrzelony. Ciała Geralda i Akima zostały zaciągnięte do buszu i tam zostawione. Żołnierze myśleli, iż Gerald również nie żyje. On pozostał w buszu a rano trafił do misji.

Niestety jest wiele osób, które bezsensownie zostały zabite czy zranione. Jeszcze więcej cierpi z powodu chorób i głodu gdzieś w buszu. Ludzie boją się powrócić do domu pomimo zapewnień władzy o bezpieczeństwie. Słyszeliśmy, że do jednej dziewczyny z mężczyzną został otwarty ogień bez jakiegokolwiek przesłuchania. Jak widzicie zło jest wokół nas, ale pamiętamy o słowach, które były bliskie naszemu ks. Jerzemu Popiełuszce „nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj!” (Rz 12:21)

„Dla jego bolesnej męki, miej miłosierdzie dla nas  … i całego świata”
o. Andrzej

poniedziałek, 25 lipca 2016

Usłyszeć głos

Lainya, 22 Lipca 2016r.

Moi Drodzy Przyjaciele!

Jakże by chciało się za patronką dzisiejszego dnia Marią Magdaleną powiedzieć widziałam zmartwychwstałego Pana. Pierwsza apostołka zmartwychwstania na początku nie może zrozumieć co się dzieje. Traumatyczne przeżycia ze śmierci jej mistrza … a potem pusty grób i brak ciała, powodują kolejne pogrążenie w smutku i brak racjonalnego wytłumaczenia. Spłakana Maria Magdalena widzi  … ale nie rozpoznaje Jezusa przez łzy. Ta która nie obawiała się konsekwencji oddania hołdu Jezusowi, która czekała całą noc nie może sobie wyobrazić, że dla Boga nie ma nic niemożliwego. Często w naszej depresji i traumatycznych przeżyciach nie rozpoznajemy obecności Jezusa … na szczęście Jezus wzywa nas po imieniu tak jak i Marię.

W ostatnim okresie dwóch tygodni wydarzenia w Sudanie Płd. nie sprzyjały rozpoznaniu obecności Boga, ale On cierpi z najbardziej opuszczonymi, uciekającymi przed konfliktem zbrojnym w busz. Wiele  osób opłakuje swoich najbliższych, którzy giną nie tylko z powodu kul, ale chorób, niedożywienia i towarzyszącego im lęku.

W stolicy kraju Dżubie sytuacja została tymczasowo opanowana już w poniedziałek 11 lipca, chociaż główny opozycjonista a zarazem wiceprezydent Riek Machar ewakuował się z Dżuby w obawie o utratę życia. Prezydent Salava Kiir wzywa wiceprezydenta do stawienia się w stolicy w ciągu 48 godzin w celu kontynuowania procesu pokojowego. Niestety są to słowa polityka. Porozumienie pokojowe z sierpnia ubr.  nie zostało wprowadzone a jedynie kilka jego elementów jak wprowadzenie rządu jedności narodowej, który i tak miał ograniczone wewnętrzne zaufanie względem siebie. Riek Machar postuluje o większą obecność  sił międzynarodowych (ONZ i afrykańskich sił pokojowych) w Dżubie, aby w stolicy nie było żołnierzy Sudanu Płd. Na to z kolei nie zgadza się Prezydent, który nawet zorganizował parę wieców poparcia dla swojej idei „ani jednego żołnierza sił pokojowych więcej w Sudanie Płd. Wydaje się, że konflikt nie będzie szybko rozwiązany a wręcz może się nasilić.

Międzynarodowi dziennikarze skupiają się na wiadomościach ze stolicy natomiast jest wiele ognisk konfliktu w całym kraju i niestety ten konflikt trwa. Na przykładzie naszego miasteczka Lainya można powiedzieć, że gdy konflikt w miarę został opanowany w Dżubie rozlewał się na inne miejsca. Od poniedziałku 11 lipca, czyli już prawie 2 tygodnie Lainya była pod obstrzałem, a część domów została spalona, a większość splądrowana. Nie ma praktycznie mieszkańców w Lainya. W mieście pozostał biskup ewangelicki z rodziną. Na początku ok.165 schroniło się na terenie naszego Domu Nadziei, ale z czasem brak poczucia bezpieczeństwa z powodu codziennych strzałów spowodował, że większość uchodźców postanowiła uciec w busz. Obecnie na terenie naszej misji znajduje się 30 osób, a dodatkowo o. Wojtek z Inowrocławia, o. Francis z Indii i o. Romy z Indonezji.

Dobrą wiadomość jest to, że ani rządowi żołnierze ani opozycjoniści nie zaatakowali naszej misji. Codzienna wymiana ognia na pewno nie pomaga zażeganiu sporu. Rozwiązanie wydaje się być w rękach prezydenta Salva Kiir i wiceprezydenta Riek Machara, ale brak odpowiedniego zaufania po obu stronach. Kolejnym problemem są lokalni dowódcy, którzy nie do końca chcą się podporządkować wszystkim decyzjom. Kraj niestety zmierza w kierunku anarchii. Miejmy jednak nadzieję, że polityczni liderzy usłyszą wewnętrzny głos, który pozwoli na wprowadzenie przemian w Sudanie Płd.

W modlitewnym pozdrowieniu,
o. Andrzej Dzida, SVD

piątek, 15 lipca 2016

Konflikt w Lainya





Lainya, 14 lipca 2016r,

„God is our refuge and our strenght,
an ever-present help in distress.” (Ps 46:2)
Nasi mali lokalni uchodźcy z piłką na tle Domu Nadziei
To już czwarty dzień wzajemnego ostrzeliwania się żołnierzy i opozycji w Lainya. Do naszego Domu Nadziei schroniło się już 165 uchodźców z miasteczka. Mamy 119 dzieci i 46 dorosłych, czyli 165 osób plus nasza czwórka ojców z Indii, z Indonezji i z Polski (2). Nie spodziewałem się, że aż tyle dzieci znajdzie już swój tymczasowy dom w naszym Domu Nadziei. Jednak dzieci są w wyniku działań wojennych najbardziej narażone na niebezpieczeństwo i nie mogą się tak szybko przemieszczać jak dorośli.
 
Większość mieszkańców uciekła w głęboki busz, ale tam narażeni są na przebywanie w różnych warunkach pogodowych, szczególnie teraz jest ciężko w czasie pory deszczowej. Kolejnym problemem jest brak żywności, choroby, komary roznoszące malarie (brak lekarstw) i węże. Nasze miasteczko jest opuszczone, częściowo splądrowane przez żołnierzy, a niektóre domy spalone.
 
Zaraz za płotem oddzielającym Dom Nadziei zostały spalone domy naszych sąsiadów Emilii z rodziną i naszego pracownika Vitosa. Na szczęście cała rodzina jest bezpieczna na terenie naszej posesji.

Sytuacja w stolicy kraju w Dżubie wydaje się być opanowana, czego niestety nie można powiedzieć o innych rejonach Sudanu Południowego. Brak bezpieczeństwa w Kajo Kejy gdzie przebywają Kombonianie, a ostatnio w Yei (siostry Służenice Ducha Świętego) gdzie doszło do ostrzeliwania różnych miejsc.

Część ludności opuszcza te miejscowości, ale jest problem ze znalezieniem bezpiecznego miejsca.
My w Lainya trwamy na modlitwie powierzając się Bożemu Miłosierdziu w codziennej Eucharystii, koronce i różańcu.

W modlitewnym pozdrowieniu,
o. Andrzej


10m od naszego miejsca zostały spalone domy naszej
 sąsiadki Emili z rodziną i naszego pracownika Vitosa. 
Na drugim planie widoczna nasza brama i płot




Kolejny spalony dom. Większość miasta została splądrowana a część domów spalona.


Lainya została opuszczona przez mieszkańców,
którzy ukryli się w buszu.
Tylko mała garstka ok.100 osób schroniła się
w Domu Nadziei na terenie naszej parafii.






wtorek, 12 lipca 2016

Konflikt


Lainya, 11 lipca 2016r.

„Jezu, ufam Tobie!”

Drodzy Przyjaciele;

To już prawie dwa miesiące od ostatniego listu. Śmierć Siostry Weroniki nie pozwalała mi się cieszyć z Wami codziennymi małymi wyzwaniami i radościami. Jej życie, który było wypełnione służbą dla innych jako siostra i doktor zostało zakończone 20 maja, w wyniku odniesionych ran postrzałowych od żołnierzy do karetki, którą prowadziła kilka dni wcześniej . Siostra Weronika została pochowana w Lutaya na przedmieściach Yei, w parafii św. Józefa, a 2 lipca odbyła się uroczysta msza. W tym czasie łączyłem się duchowo z Yei, gdyż prowadziłem rekolekcje w Dżubie wprowadzające w tajemnicę Miłosierdzia Bożego w parafii … św. Józefa. Jak wiecie w Lainya mamy całą św. Rodzinę także czułem się jak w domu.
Dom Nadziei zamiast służyć jako centrum dla dzieci i młodzieży ...
dzisiaj służy uciekającym z miasteczka Lainya

Niestety od piątku 08 lipca w wigilię piątej rocznicy niepodległości Sudanu Płd. wybuchły walki w stolicy, głównie pomiędzy żołnierzami wywodzącymi się z opozycji a siłami przychylnymi Prezydentowi Salva Kiir. Wydarzenia w stolicy były poprzedzone działaniami na terenie Wau od 24 czerwca, gdzie wiele ludzi straciło życie, a grupa ponad 100.000 mieszkańców uciekła przed konfliktem.

Mama z dziećmi w Domu Nadziei

Na końcu kwietnia mieliśmy nadzieję, że sytuacja ulegnie poprawie po przybyciu przedstawiciela opozycji, a jednocześnie wiceprezydenta Riek Machara. Nowy rząd został uformowany, jednakże problemy nie zostały rozwiązane. Powstanie kolejnych stanów  pogłębiło plemienne konflikty. Prezydent i wiceprezydent przestali kontrolować w pełni armię a sytuacja wymyka się spod kontroli. Destabilizacja i anarchia są jednym ze scenariuszy dla tego młodego państwa.

Rodzina w oczekiwaniu na rozwój sytuacji w Lainya


Dzisiaj konflikt rozszerzył się na inne rejony, a regularna wymiana ognia trwała w Lainya od porannych godzin. W Domu Nadziei, który miał służyć dzieciom i młodzieży pojawili się pierwsi ludzie poszukujący schronienia. Około 50 osób znalazło miejsce w naszym domu. Wojsko i rebelianci przechodzili przez teren naszej misji, ale dzięki Bogu nikt nie ucierpiał. Wydaje się, że obecnie (godz. 16.20) ogień został przerwany.

Moi przyjaciele łączę się z Wami w modlitwie, w zaufaniu w Jezusie
… i ciągłej nadziei dla Sudanu Płd;
o. Andrzej
Szukający schronienia w naszym Domu Nadziei






sobota, 21 maja 2016

Jedno serce, wiele twarzy



Moi Drodzy Przyjaciele;

Chciałbym podzielić się z Wami wiadomością o śmierci naszej Siostry Weroniki, która została postrzelona w czasie posługiwania jako doktor w karetce pogotowia przez żołnierzy. Gdy Sr. Weronika wracała ze szpitala położonego na przedmieściach Yei po dowiezieniu mamy ze skomplikowaną ciążą bliźniąt, było już koło 1.00 nad ranem. Wracała sama oznakowaną karetką, a niespodziewanie w jej kierunku zostało oddanych wiele strzałów. Jeden z pocisków prawdopodobnie przebił się przez drzwi i przeszedł przez ciało siostry uszkadzając całkowicie biodro. W samochodzie znaleziono kolejne cztery dziury po pociskach. Gdy wikariusz generalny z Yei po anonimowym telefonie dotarł na miejsce zdarzenia Sr. Weronika była na zewnątrz samochodu. O. Zacharia zabrał siostrę do „Harvest Hospital” z którego wracała, a był oddalony od tego miejsca o 1 km. W poniedziałek w nocy i nad ranem sr. Weronika przeszła 7 godzinną operację. Warunki w Sudanie Płd. nie pozwalały na kontynuowanie dalszej operacji. Siostra straciła przytomność wdarło się też zakażenie. Ostatecznie w poniedziałek wieczorem została przetransportowana do szpitala w Nairobi. Dzisiaj w piątek rano odeszła do domu Miłosiernego Ojca. Jest to też specjalny dzień dla sióstr służebnic Ducha Świętego, gdyż w tym dniu przypada rocznica beatyfikacji ich wpółzałożycielki ( razem ze św. Arnoldem Janssenem) matki Józefy Hendriny Stenmanns.


Życie jest nie przewidywalne. Jeszcze w niedzielę po naszej mszy w Lainya udaliśmy się do naszych sióstr „niebieskich” w Yei aby wspólnie świętować uroczystość Zesłania Ducha Świętego, oczywiście też święto naszych sióstr służebnic Ducha Świętego. W tym dniu Sr. Weronika była trochę zabiegana, ale jednak cieszyła się naszą obecnością. Po modlitwie do Ducha Świętego, trochę sobie podjedliśmy, bo nie ma jak to … u Sióstr:), pożartowaliśmy i udaliśmy się na spoczynek. Tego dnia nie wracaliśmy już do Lainya, gdyż zrobiło się późno. Siostra Weronika pojechała z jednym skomplikowanym przypadkiem przedwczesnego rozwiązania do „Harvest Hospital”. Jest to jedyny szpital w całym Yei River State, który jest odpowiednio przygotowany do takich przypadków, z odpowiednimi narzędziami i inkubatorami. Siostra Weronika wraz z innymi siostrami „niebieskimi” prowadzi St. Bakhita Health Center, który od roku ma oddział położniczy, ale jeszcze bez całkowitego wyposażenia pozwalającego na pomoc w skomplikowanych przypadkach ciąży ( jak przedwczesny poród lub ciąża bliźniacza).

Po raz drugi Śr. Weronika zawiozła kolejną mamę do Harvest Hospital po północy. Jak się okazało to była ostatnia posługa Siostry Weroniki. Zmarła w służbie drugim jako oddany doktor i siostra, również nasza Siostra z Sudanu Płd., z rodziny Arnoldowej.
Czasami mogło się wydawać, że Sr. Weronika jest wymagająca, ale zawsze była gotowa otworzyć serce dla osób przychodzących do kliniki. St. Bakhita to specyficzne miejsce, gdzie ludzie nie tylko udawali się na leczenie, ale czuli się bardziej u siebie, bardziej jak w domu … i to też zasługa naszej kochanej siostry.

Pomimo zewnętrznej twardej postawy misjonarki, Sr. Weronika oddawała swoje serce nawet w drobnych sprawach ,,, choć nie dla wszystkich drobnych:) Pamiętam, jak raz udawała się na urlop do Słowacji i poprosiłem ją o czekoladę (której bardzo mi brakowało w Sudanie Płd). Po przyjeździe z wakacji przywiozła największą czekoladę Milki  … nie tylko mi, ale każdemu współbratu i siostrze. Może się to wydawać mały gest, ale tak naprawdę to świadczyło o wielkości serca Siostry Weroniki.


Taką będę ją pamiętać jako oddaną ludziom z Sudanu Płd. aż do końca i jako moją siostrę.
Chciałbym je dzisiaj razem z Wami zaśpiewać „Kochany bracie, kochano siostro nie wiem kim jesteś, gdziekolwiek żyjesz, na jakiejkolwiek spotkam Cię drodze zawsze otwarte moje ramiona przygarną Ciebie ...”
Mam nadzieję, że wkrótce Sr. Weronika zostanie świętą jako oddana misjonarka i męczennica.

W miłości Słowa Bożego,
o. Andrzej



czwartek, 5 maja 2016

Laudato, Si, o mi Signore

Lainya, 01 Maja 2016r.
Laudato, Si, o mi Signore
Chwalcie Pana … (radujcie) się w Nim!
Ostatnie dwa tygodnie były bardzo dobre dla mnie i jak sądzę również dla Sudanu Płd., … a także dla Polski. Po pierwsze odnowienie Polski, a raczej ludzi w Polsce ( i nie tylko … bo nawet w dalekim Sudanie Płd.) w 1050 rocznicę chrztu miało swój wymiar nie tylko w przebiegu uroczystości ale pewnej łączności ludzi między sobą, która owocowała przypomnieniem własnych korzeni i (re)ewangelizacją. Dzięki otwartości Biskupa Damiana Bryla, ks. Szymona Stułkowskiego, mojej siostry Honoraty Dzida i wielu ludzi dobrej woli udało się na INEA stadionie w Poznaniu uzbierać kwotę 58 748, 76 zł dla doprowadzenia wody z mechanizacją na terenie Domu Nadziei wraz z przyszłą infrastrukturą. Taka sama kwota zostanie przeznaczona na remont Domu Dziecka w Lesznie. Bardzo cieszymy się w Lainya z otwartości Archidiecezji Poznańskiej i wszystkich ludzi  z całej Polski (i nie tylko), którzy przybyli 16 kwietnia na stadion w Poznaniu. W tym też dniu zostały ochrzczone dwie dorosłe osoby, ale to one przypomniały nam o naszym własnym chrzcie, rodzicach i chrzestnych ale też o naszych początkach. Zebrana kwota świadczy też o otwartości serc i chęci dzielenia się z drugim. Cieszę się, że poznaniacy i nie tylko sięgnęli głębiej niż do kieszeni, bo do swojego miłosiernego serca.

W zbliżającą się rocznicę wydania encykliki „Laudato Si” chcę z Wami wspólnie chwalić Pana. Dzięki Ojcu Świętemu przypomniana nam została relacja z przyrodą i pięknem stworzenia, które jest przecież dziełem Boga. Ten niesamowity dar, który został nam powierzony wielokrotnie został nadużywany. Nasz Miłosierny Stwórca chce abyśmy w odpowiedzialny sposób zarządzali powierzonymi nam dobrami ( panowanie z Rdz 1:26 powinno raczej iść w kierunku służenia, czy raczej opiekowania się lub współpracy z naturą). Te piękne dary natury możemy wykorzystać w odpowiedni sposób i cieszyć się nimi.
W Domu Nadziei będziemy mieli zbiornik na 3000l wody płynącej z nieba:), wykorzystywać będziemy naturalną energię słoneczną dzięki panelom solarnym i bateriom, a przede wszystkim dzięki Wam będziemy też mieli wodę z odwiertu, która będzie pompowana do zbiornika na wieży znów za pomocą energii słonecznej!!! Jak widzicie żyjemy zgodnie z naturą i korzystamy z Bożych darów, ale też mądrości człowieka (na pewno inspirowanej przez Stwórcę:). Co prawda muszę się przyznać, że dla przygotowania terenu wycięliśmy trochę drzew, ale obiecuje, że w odpowiednim czasie zasadzimy wielokrotnie więcej wokół powstającego Domu Nadziei.
Dobre Nowiny zbiegły się w czasie z moimi urodzinami (18.04) i rocznicą bycia Proboszczem (19.04). Za wszystkie życzenia i szczególny prezent dla naszych najmłodszych parafian gorąco dziękuję. Mam nadzieję, że otwarcie centrum dla dzieci i młodzieży nastąpi w ciągu dwóch … a może trzech miesięcy (musi wziąć poprawkę na Sudan Płd.:). 

W tym tygodniu powrócił do kraju Riek Machar opozycjonista w stosunku do prezydenta Salva Kiira. Jego przyjazd był długo oczekiwany od podpisania w sierpniu porozumień pokojowych w Addis Ababa (Etiopia), które miały zakończyć wojnę domową, która trwała od grudnia 2013r. W wyniku działań wojennych ok. 50000 ludzi straciło życie, a ok. 2,3 mln zmuszonych zostało do opuszczenia swoich miejsc.  W piątek został utworzony nowy rząd jedności, stąd też nowa nadzieja.
Jednak rząd stoi przed wieloma wyzwaniami w tym wzajemnego przebaczenia, pojednania ale też rozliczenia zbrodni. Kolejną kwestią jest nowy podział administracyjny na 28 stanów, który budzi wiele kontrowersji, w szczególności dzieli terytoria niektórych plemion. Wydaje się jednak, że przybycie Riek Machara i utworzenie rządu może być pierwszym stopniem do realizowania porozumień pokojowych.  
Dziękujemy za Waszą modlitwę i łączymy się z Wami w modlitwie,
o. Andrzej

„Śpiewajcie (wykrzykujcie) na cześć Pana wszystkie ziemie;
służcie Panu z weselem! Stawajcie przed Jego obliczem wśród okrzyków radości” (Ps 100:1-2)