piątek, 14 kwietnia 2017

Gdzie jest moja misja

Kair, 10 Kwietnia 2017r.

Wielu z nas może nurtować pytanie; dlaczego zakonnice, zakonnicy, księża, a przede wszystkim woluntariusze wyjeżdżają na misję? Przecież każdy może odnaleźć misję w swoim miejscu zamieszkania? 


W rzeczywistości każdy z nas otrzymuje posłanie misyjne w momencie chrztu świętego, które następnie wzmocnione jest posłaniem kościoła w sakramencie bierzmowania, gdy przyjmujemy je sami w dojrzały sposób. Uczestnicząc w misji Chrystusa jako adoptowane dzieci Ojca wołamy z nim „Abba, Ojcze”dzięki Duchowi świętemu, który jest w nas (Gal 4:6). Czerpiemy więc z Chrystusowego kapłaństwa, proroctwa i królestwa umocnieni darami i owocami Ducha Świętego.


Każdy chrześcijanin jest posłanym i ma misję do wypełnienia. Ta misja pochodzi od Ojca i jak codziennie się modlimy w modlitwie, której nauczył i całkowicie wypełnił Jezus „ … przyjdź Królestwo Twoje” (nie nasze) … „jako w niebie tak i na ziemi.”  Czyli nie mamy być bierni i czekać, ale starać się o rozszerzanie królestwa i woli ojca już tu na ziemi. Jest to specyficzne królestwo wymagające przemiany naszego serca, gotowości na wyrzeczenia i cierpienia (brania krzyża na swe ramiona), a przede wszystkim otwarcia na miłość i dzielenia się darami, które otrzymaliśmy od Boga z innymi.
Każdy ma inne dary, inne zdrowie, możliwości, a przede wszystkim powołanie. Realizacja jego w rodzinie, w szkole, w pracy, w kościele, szpitalu, hospicjach, noclegowniach czy innych ośrodkach pomocy humanitarnej wymaga od nas otwarcia się na to posłanie i wyjścia poza swój egoizm.
Jak to św. Paweł wspominając słowa Jezusa mówi „więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli braniu” (Dz 20:35). Niektórzy z nas odkrywają to powołanie otwarciem na posłanie do nieznanych miejsc, gdzie ludzie wydają się jeszcze bardziej opuszczeni i nie doznali prawdziwej radości z dzielenia się Dobrą Nowiną. To rozpoznanie i otwarcie się na wolę Ojca, jest też rozpoznawane przez wspólnotę, kościół i tak jest w przypadku misjonarzy i misjonarek. Zakonnicy, zakonnice, księża diecezjalni  w ramach daru wiary (fidei donum), ale też wspólnoty neokatechumenalne i inne wspólnoty wolontariatu działające przy kościele wspólnie rozpoznają te potrzeby i posłanie.

Trochę inaczej to wygląda z organizacjami humanitarnymi, gdzie nie rozpoznaje się powołania, ale celem jest również pomoc drugiemu.
Wyjazd na misję to nie wycieczka krajoznawcza, ale wiąże się z akceptacją tego co może nas spotkać na misjach. W większości krajów afrykańskich będą to choroby takie jak malaria (podobnie jak w Amazonii w Ameryce Płd.), inne warunki sanitarne, zamieszkania, niebezpieczeństwa na drogach, kradzieże, podpalenia, wojny itd. Nie znaczy to, że tego wszystkiego doświadczymy, ale jak św. Paweł mamy być przygotowani na czas radości i czas cierpienia.
W Sudanie Płd. od konfliktu, który wybuchł w 2013r. Zginęło około 30 osób zajmujących się pomoc humanitarną. Zebranie środków, darów z innych krajów solidaryzujących się z danym terenem i ludźmi to jedna sprawa, a druga to dotarcie do najbardziej potrzebujących. Gdy jest wojna i ludzie głodują, dotarcie tej pomocy wiąże się z ryzykiem nawet utraty życia. Anarchia, bandy, oddziały militarne i paramilitarne grasujące na drogach, często pozbawione skrupułów nie tworzą przyjaznego środowiska do dzielenia się tą pomocą.

Można się zapytać, ale dlaczego? Przecież to nie nasza sprawa, wojna ,,, a wystarczająco biednych i potrzebujących mamy u siebie, w Polsce. To prawda, że mamy ich w naszym kraju, ale czy im pomagam? Jednakże, każdy kto wyjedzie do Afryki (nie tylko na safari czy do kurortu) dojrzy, że bieda i potrzeby w Polsce są inne niż te w Afryce. Groźba śmierci głodowej dla 1,000,000 osób w Sudanie Płd., groźba zginięcia w ramach wojny jest inna niż w Europie. Ludność cywilna nie jest temu w większości winna, ale lokalni liderzy polityczni, korupcja i żądza bogacenia się przez inne kraje (surowce, minerały), czy neokolonializm. Czy można tych ludzi zostawić samych sobie? Odwrócić się od ich cierpienia i zamknięcia się w izolacji?
Pytanie jest też czy lepiej pomagać w miejscu, w którym dochodzi do problemów, czy czekać aż uchodźcy nie mając nic do stracenia poza własnym życiem przybędą do Europy. Wygląda, że nowa wędrówka ludów już się rozpoczęła. Jak można odwrócić ten trend przez edukację, inwestycję, dostępność do służby zdrowia i solidarność.
Jeśli nasza potrzeba solidarności i  dzielenia się wynika z wiary dany człowiek nie czuje się gorszy, ale czuje że ktoś o nim pamięta, że z nim jest, że jest istotny (ważny) dla drugiej osoby. Odkrywanie naszej, a zarazem godności i wartości życia drugiego człowieka powoduje, że na nowo stajemy się braćmi i siostrami, a nie jedynie „dobrymi wujkami”

To przesłanie miłości przyniosła ze sobą z Polski woluntariuszka Helena Kmieć, która działała w ramach wolontariatu misyjnego „Salvator”, która zginęła pomagając w ochronce,  prowadzonej przez siostry w Boliwi. Chciała pomagać najmniejszym w ich wzroście duchowym i edukacji. Czy może być coś piękniejszego niż pozwolenie zbliżenia się tym najmniejszym i opuszczonym do Jesusa, przez podanie im „kubka wody żywej”. Helena zginęła 24 stycznia tego roku, ale pociągnęła swym świadectwem całkowitego oddania innych do Chrystusa.
Drugą osobą, którą wspominam jest siostra Veronika Rackova, Słowaczka, która posługiwała w naszym Zgromadzeniu Sióstr Służebnic Ducha Świętego (werbistki) w naszej diecezji Yei w Sudanie Płd. Posługiwała ona 6 lat w Sudanie Płd; a wcześniej w Ghanie. Dzieliła się swoją dobrocią, a także szczególnym darem jako doktor. Została postrzelona w karetce podczas pomocy matce w ciąży w dniu św. Andrzeja Boboli (16 maja 2016), a umarła z powodu odniesionych ran kilka dni później.
To tylko dwa świadectwa życia i jakie wymowne … i wcale nie tak odległe. A jaka jest moja odpowiedź? Czy odpowiedziałem już na misję otrzymaną podczas chrztu? Gdzie jest moja misja … w domu, w pracy, w szkole, w hospicjum, wolontariacie … a może gdzieś dalej?

W Wielkim Tygodniu rozważamy tajemnicę miłości Boga do ludzi, który stworzył nie tylko człowieka i piękny świat, dając mu wolną wolę, ale przede wszystkim oddał za niego życie, aby był wyzwolony z niewoli grzechu, mogąc żyć życiem wiecznym.
Co ja chcę ofiarować Chrystusowi, który tak bardzo mnie pokochał … a może jak chcę dzielić jego miłość z innymi?
„Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy kto w Niego wierzy, nie zginął, ale życie wieczne miał.” (Jn 3:16)
Niech na ten Wielki Tydzień błogosławi nam Bóg Miłości i Miłosierdzia,
 o. Andrzej

Dlaczego obozy dla uchodźców w Ugandzie są ważne dla Polaków?

Kair, 11 kwietnia 2017r.


Kryzysowa sytuacja Sudanu Płd.
Pod koniec marca 2017 roku liczba uchodźców z Sudanu Płd, tylko w jednym z obozów w Ugandzie, a mianowicie w Bidi-bidi przekroczyła 285.000 osób. Jeszcze w połowie 2016 roku nikt o takim obozie nie słyszał, a powstał spontanicznie, gdy w lipcu biegłego roku wojna domowa rozszerzyła się na cały stan dawnej Central Equtorii, która została częściowo przekształcona w Yei  River State. Z powodu konfliktu do pobliskiej Ugandy uciekało codziennie do 3.000 osób, a wzmocnienie napięcia, palenie domostw i walki między rebeliantami i siłami rządowymi dotknęły Lainyę, Yei, Kajo-Kejy i inne mniejsze rejony. W Bidi-bidi z miejsca które było pustką oddaloną 40 km od granicy nagle powstał obóz wielkości średniego miasta. W ciągu kilku miesięcy wielkość jego przekroczyła populację dotychczasowo największego obozu w Afryce, który znajdował się w Kenii w Dadaab i liczył 275.000.
Sudan Południowy powstał w lipcu 2011r., a nowy konflikt od 2013r. spowodował ucieczkę do sąsiednich krajów około 1,6 mln osób, a dalsze 3 mln musiało opuścić swoje miejsce zamieszkania. Ponad 40% populacji doświadczyło bezpośrednio konieczności ucieczki ze swoich ziem. Klęska głodu w pierwszej kolejności dotyka 100.000 osób, a ponad 1,000,000 jest nią zagrożonych w najbliższym czasie. Konflikt się przemieszcza, a w ostatnim czasie dotyczył rejonów miasta Wau oraz Central Equatorii. 

Dlaczego Uganda i Bidi-bidi?  
Uganda była jednym z pierwszych obozów dla uchodźców Polski, którzy w czasie II wojny światowej uciekali z łagrów, z Syberii i Kazachstanu. Część z nich przemieszczała się z formowaną armią generała Andersa. Z obozów z Iranu i Indii około 18,000 osób zostało przemieszczonych do 22 osiedli w Afryce Wschodniej i Południowej będącej pod protektoratem brytyjskim. Jeden z pierwszych powstał w Tangeru (1942-50) przy granicy Tanzanii i Kenii, w okolicach Kilimandżaro liczący 5.000 Polaków. Drugim był ugandyjski obóz w Masindi (1942-1947)  liczący 4.000 Polaków, a nieco mniejszy w Koja w Ugandzie, u wybrzeży jeziora Wiktoria. Jak widzimy Uganda już przyjmowała polskich uchodźców tak jak dziś przyjmuje z Sudanu Płd. i w jakimś sensie możemy być z nimi solidarni.

Gdy po 3 tygodniach walk w lipcu 2016r. w Lainya z 20.000 miasta uciekła cała populacja, również i nasza misja werbistowska została ewakuowana, gdyż nie było komu posługiwać. Chcąc dobrze wykorzystać czas do ewentualnego powrotu, wraz z o. Wojtkiem uczę się obecnie j. arabskiego w Egipcie, aby lepiej posługiwać mieszkańcom Sudanu Płd., dla których oficjalnym językiem do 2011r. był arabski. 

W grudniu 2016 r. jeden z naszych współbraci, który był z nami na misji w Sudanie Płd. został skierowany do posługi w obozie dla uchodźców w Bidi Bidi. Był to czas, gdy obóz się rozrastał, a dzisiaj jest największym obozem dla uchodźców na świecie. Do pomocy o. Francisowi z Indii, dołączył brat Vincent z Indonezji, a w najbliższym czasie ma dojechać jeszcze jeden ojciec z Filipin. Jest to kropla w morzu potrzeb, ale jest to dobra kropla, która wypełnia charyzmat naszego Zgromadzenia Werbistów. W Ugandzie jest już ponad 800.000 uchodźców z Sudanu Płd,, a drugie tyle znajduje się w ościennych krajach. Nawet w  Egipcie (który nie sąsiaduje z Sudanem Płd.) , w  Kairze w parafii Serca Jezusowego w Sakakini jest też duża grupa uchodźców z tego najmłodszego państwa świata. Pierwsza grupa przybyła tu już w 1984r. jeszcze przed podziałem Sudanu.

Podsumowując polecam modlitwom uchodźców z Sudanu Płd,. aby można było rozwiązać sprawy Sudanu Płd. w nim samym, w sposób pokojowy. Módlmy się również za Ugandę, a w szczególności obóz w Bidi-Bidi.
o.Andrzej

Dlaczego Papież Franciszek planuje wizytę w Sudanie Płd. jako wizytę ekumeniczną?

 Kościoły w Sudanie i Sudanie Południowym działały razem w ramach rady kościołów Sudanu, a potem Sudanu Płd. (SCC – Sudan Council of Churches) na rzecz pokoju, pojednania i przebaczenia. Przed ogłoszeniem niepodległości 09 lipca 2011r. w dniach  09-11.05.2011r. zebrały się razem aby ogłosić nową drogę pokoju i pojednania pomiędzy dwoma nowymi krajami. Inspiracją był tekst z proroka Nehemiasza  odnośnie odbudowy Jerozolimy, a w nowym kontekście Sudanu Płd;
„(…) Widzicie nędzę w jakiej się znajdujemy … odbudujmy … abyśmy nie byli nadal pośmiewiskiem” (Neh 2:17). Od tego czasu kościoły katolicki, episkopalny (anglikański), prezbiteriański i inne wielokrotnie wzywały wspólnie i odrębnie do procesu przebaczenia i pojednania. Szczególne nasilenie nastąpiło po wybuchu wewnętrznego konfliktu w grudniu 2013r. Wzmocnieniem tego głosu następuje od lipca 2016r., gdy wojna domowa rozszerzyła się na nowe obszary Sudanu Płd.
Chrześcijaństwo w Sudanie i Sudanie Płd. wydaje się mieć korzenie od czasów przybycia św. Marka do Egiptu za czasów cesarza Kladiusza ok. 42 AD. W Dziejach Apostolskich (8:26-40) czytamy o Etipoczyku, który spotyka Filipa, a po przyjęciu chrztu udaje się do siebie. Etiopia, Sudan czy dzisiejszy Sudan Płd. to tereny dawnych Kuszytów i gór Nubia.Cesarzowa Theodora ok. 540 r. wysyła na te tereny misjonarzy z Bizancjum. Mamy więc Koptów z Egiptu i chrześcijan monofizyckich. W XIX wieku w czasie kolonizacji brytyjskiej rozwinął się na terenach południowych kościół Anglikański ,  a z kościoła katolickiego przybywali Ojcowie Biali i Kombonianie. Wcześniej od czasów Franciszka z Asyżu przebywali na terenie Egiptu a potem południa (w tym Sudanu) franciszkanie.
Początek XIX w. to tworzenie struktur kościoła anglikańskiego w dzisiejszym Sudanie Płd. Nie ma właściwego spisu chrześcijan w Sudanie Płd. W 2008 r. miało to być 50-60% populacji z czego nawet 34% to kościół episkopalny. Współpraca pomiędzy kościołami raczej jest pozytywna. Na terenie miasteczka Lainya (20000 ludności), w której mieliśmy swoją parafię mieli swojego biskupa, a nasza diecezja z biskupem była w Yei (oddalonej o 65km). Jak z tego wynika struktury kościoła anglikańskiego były bardziej rozwinięte w naszym rejonie.
Ekumeniczny charakter wizyty papieża Franciszka wynika ze zróżnicowania chrześcijaństwa w Sudanie Płd., a jednocześnie wspólnego działania na rzecz pokoju, przebaczenia i pojednania.
W dniu 27.10.2016 przedstawiciele Rady Kościołów Sudanu Płd. (SSCC) wspólnie udali się do Watykanu, aby przedstawić papieżowi obecną sytuację w Sudanie Płd. i zaprosić go do tego najmłodszego państwa świata, chcąc aby wołanie o pokój i solidarność było bardziej słyszalne.
Arcybiskup Dżuby (Juba) Paulino Lukudu Loro wraz z Prymasem kościoła episkopalnego na Sudan i Sudan Płd. Abp. Danielem Deng Bul Yakiem oraz prezydentem rady kościołów a jednocześnie przedstawicielem kościoła anglikańskiego zaproponowali wspólną wizytę papieża i abp. Cantenbury. Pokazanie jedności liderów kościoła przy podziale kraju powinno na nowo zjednoczyć ludzi, a ich głos może być bardziej słyszalny gdy wspólnie będą błagać i modlić się o pokój.    
W roku miłosierdzia papież Franciszek był już w sąsiednich krajach Kenii, Ugandy i Republiki Środkowej Afryki, lecz jego przyjazd do Sudanu Płd. powinien nastąpić pod koniec tego roku.
Po ogłoszeniu klęski głodu w części Sudanu Płd., przy bezskutecznych próbach pokojowego rozwiązania konfliktu między liderami politycznymi i plemionami głos papieża Franciszka i abp. Cantenbury jest ostatecznym wezwaniem do przemiany serc i pojednania w Sudanie Płd; a dla społeczności międzynarodowej wezwaniem do solidarności.

o. Andrzej




wtorek, 11 kwietnia 2017

Zamachy w Egipcie, prześladowani chrześcijanie i wizyta Franciszka

Kair, 09 kwietnia 2017r.

Drodzy Przyjaciele;
Kilka tygodni temu została ogłoszona wiadomość, iż papież Franciszek przybędzie w dniach 28/29 kwietnia do Egiptu. Ta wizyta miała na nowo przypomnieć o potrzebie solidarności z jednym najstarszych kościołów w Północnej Afryce. Kościołem, który swoje początki datuje od przybycia Apostoła św. Marka do Egiptu. Kościoła z jednej strony historycznego związanego z miejscem pobytu Izraelitów i św. Rodziny, a następnie wielu świętych, a z drugiej strony kościoła prześladowanego i męczenników. Do dzisiaj 10% populacji Egiptu stanowią chrześcijanie koptyjscy. Oni też są celem ostatnich ataków.
01 stycznia 2011r. nastąpił pierwszy atak na kościół koptyjski w Aleksandrii, gdzie zginęły 23 osoby, a 97 osób zostało rannych. 
Nasilenie ataków nastąpiło od 11 grudnia 2016 r., gdzie została podłożona bomba w kościele św. Piotra i Pawła w Kairze. Ten zamach dokonał się 5 km od naszej parafii św. Józefa, w której obecnie przebywam. Zginęło wtedy 29  osób, a wiele zostało rannych.
W ostatnim czasie nastąpiło też wzmocnienie prześladowanie chrześcijan na Synaju, gdzie odnotowano zabójstwa, czy zniknięcia, a grupa 250 osób została zmuszona do ucieczki na Północ Synaju do miasta Arish.
Dzisiaj nastąpiła kolejna seria dwóch zamachów bombowych skoordynowanych w podobnym czasie podczas porannych eucharystii w Tantanie i Aleksandrii. Obchody Niedzieli Palmowej w kościele koptyjskim św. Jerzego (Mar Girgis) w Tantanie położonej 94 km na północ od Kairu zostały przerwane przez wybuch bomby (ukrytej prawdopodobnie pod jedną z ławek). Około 29 osób zginęło do tej pory, a około 70 jest rannych.
Z kolei w Aleksandrii w kościele św. Marka, gdzie ceremonię sprawował patriarcha koptyjski Tawadros II, zginęło 18 osób, a 35 jest rannych. Bomba wybuchła przed kościołem. Ilość osób, które zginęły w zamachach może ulec zmianie, ze względu na to iż część rannych jest w stanie krytycznym.
Jak widzimy, bezpieczeństwo chrześcijan w Egipcie pogarsza się. Wizyta Papieża Franciszka miała na celu wskazanie solidarności z chrześcijanami, którzy są tutaj od 2000 lat, ale także pokazanie wspólnego przesłania pokoju i dialogu. Być może to spowodowało nasilenie zamachów, celem odwołania wizyty.
Papież Franciszek według oficjalnego programu miał się spotkać z prezydentem Egiptu, patriarchą kościoła koptyjskiego Tawardosem II, i szejkiem (muftim) największego meczetu Al-Alhazar. 
Al-Alhazar, który powstał w 972 r. utworzył przy meczecie madrasę (szkołę), która później przekształciła się w Uniwersytet (od 1961r. niezależny).
Al-Alhazar jest ośrodkiem kultu religijnego jako meczet, a z drugiej strony centrum edukacji z silnym oddziaływaniem opiniotwórczym na pozostałe kraje islamskie.      
Jak z tego wynika wizyta papieża miała się przyczynić do wskazania nowej drogi, drogi pokoju i solidarności. Czy do niej dojdzie? Na pewno ekstremistom bardzo zależy, aby do tego nie doszło.
Papież Franciszek chciał się też spotkać z grupą osób marginalizowanych jakimi są osoby niepełnosprawne.  Końcowym etapem wizytacji miało być spotkanie w 20.000 hali na eucharystii, w czasie której miało też nastąpić spotkanie z młodzieżą, która jest przyszłością ale też nośnikiem Dobrej Nowiny, gdzie jak mówił św. Paweł a za nim ks. Jerzy Popiełuszko
„ Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj' (Rz 12,21)
Módlmy się aby przesłanie dobra, pokoju i miłości przezwyciężyło wszelkie zło,
o. Andrzej


niedziela, 5 lutego 2017

Egipt i Sudan Południowy

Kair, 05 lutego 2017r.

Drodzy Przyjaciele;

Egipt.

Wiele się wydarzyło od ostatniego listu. Jak wiecie staram się uczyć podstaw arabskiego w Egipcie.
W tym czasie dane mi było się przyjrzeć bliżej sytuacji chrześcijaństwa w Egipcie. Jest to kraj szczególny, w którym najpierw znaleźli schronienie Izraelici w czasach Jakuba i Józefa Egipskiego, a potem św. Rodzina. Przyjmuje się, iż chrześcijaństwo dotarło do Egiptu już w I wieku wraz z św. Markiem. Kościół Egipski był szczególnie obecny przez ośrodek w Aleksandri. Chrześcijanie z tego rejonu byli Ojcami Kościoła Wschodniego jak Cyryl Aleksandryjski lub mieli wielki wpływ na tworzenie wspólnot i umacnianie chrześcijaństwa jak  św. Antoni Pustelnik czy św. Katarzyna Aleksandryjska.

Antoni był jednym z pierwszych pustelników, który pociągnął za sobą innych. Ocenia się, że nawet do 1000 osób w pewnym momencie swego życia dołączyło do Antoniego. Możemy więc mówić o początku życia wspólnotowego czy monastycyzmu (już od III wieku). Ludzie zaczęli przychodzić n a pustynię po porady, ale też Antoni udał się parę razy do Aleksandri aby umocnić miejscowych chrześcijan. Do dzisiaj na pustyni w pobliżu M. Czerwonego ok. 200 km od Kairu znajduje się wspólnota mnichów koptyjskich. Przed Bożym Narodzeniem miałem możliwość odbywania tam 5-dniowych rekolekcji wraz z o. Wojtkiem. Na górze znajduje się pieczara, w której mógł się modlić św. Antoni. W odległości ok. 20 km jest kolejny klasztor związany ze św. Pawłem z Teb. Z kolei na Synaju (przy górze Mojżesza - 10 przykazań) patronką tamtejszego nieco późniejszego klasztoru jest Katarzyna Aleksandryjska.

Po soborze w Efezie w 431 r. nastąpił podział na kościół asyryjski, a po soborze w Chalcedonie w 451 r., nastąpił kolejny podział na ortodoksyjne kościoły wschodnie koptyjski, syryjski i armeński (nestorianie lub monofizyci). W 1054 r. rozpoczęła się wielka schizma, która podzieliła kościół na obrządek grecki ( Konstantynopol z Bizancjum i kościołami chalcedońskimi) i obrządek łaciński (Rzym).

Obecnie na terenie Bliskiego Wschodu i w Egipcie mamy 6 kościołów wschodnich: melkicki, syryjski, koptyjski, armeński, chalcedoński, maronicki i jeden obrządku łacińskiego. Relacje z kościołami wschodnimi pogorszyły się po schizmie i traktowaniu tamtejszych chrześcijan jako heretyków. Po soborze Watykańskim II widać chęć zbliżenia się kościołów. Kościół obrządku łacińskiego był w Jerozolimie, a za czasów św. Franciszka z Asyżu pierwsi franciszkanie przybyli do Egiptu. W XIX i XX wieku kościół był szczególnie aktywny w promocji szkolnictwa i edukacji socjalnej. Do dziś w Egipcie prowadzi 168 szkół oraz działa na polu opieki nad chorymi, kobietami i dziećmi.

W Egipcie według szacunków administracji jest 6 do 11 milionów Koptów, a według Koptyjskich szacunków jest ich 12-16 mln. W każdym razie jest to ponad 10% społeczeństwa, a na początku XX wieku liczba ta przekraczała 20%. Przed VII wiekiem, gdy nie było islamu chrześcijanie stanowili większość populacji Cesarstwa Bizantyjskiego.

Podsumowując Egipt odegrał ważną rolę w kształtowaniu się chrześcijaństwa i podstaw monastycyzmu. Był też schronieniem dla uchodźców czego przykładem mogą być uchodźcy afrykańscy z Sudanu (XIX w.) i powstanie parafii św. Józefa (w której obecnie przebywam). Pomimo iż obecnie chrześcijaństwo jest mniejszością w Egipcie nie możemy zapominać o roli, którą odgrywali lub odgrywają chrześcijanie (głównie koptyjscy).

Sytuacja w Sudanie Południowym.

W listopadzie 2016 r. nastąpiło spotkanie przedstawicieli różnych kościołów Sudanu Południowego z papieżem Franciszkiem. Zaproszono papieża do przybycia do tego najmłodszego państwa świata. Papież wyraził chęć przybycia, ale nie wiadomo kiedy to nastąpi ze względu na wewnętrzne konflikty w państwie. Papież mógłby wzmocnić wołanie o pokój, które mogłoby być bardziej widoczne dla solidarności z tym udręczonym przez wojny krajem. Pragnienie jedności i pojednania powinno być jednak incjatywą oddolną w codziennych relacjach pomiędzy plemionami i przywódcami politycznymi.

W grudniu 2016 r. została przedstawiona sytuacja Sudanu Południowego na jednej z sesji ONZ. Wskazano na potrzebę prewencji, aby nie doszło do ludobójstwa na skalę podobną jak w Rwandzie. Próbowano wprowadzić całkowite embargo na dostawy broni, jednakże nie wszystkie państwa były tym zainteresowane.

Zaproponowano zwiększenie obecności sił pokojowych w Sudanie Płd. Ostatecznie po początkowej  zgodzie Prezydenta Salva Kiira do niej jednak nie doszło. Problemem jest też nieobecność w Sudanie Płd. Riek Machara, z którym w sierpniu 2015r. zostało podpisane porozumienie pokojowe, ale po kolejnym konflikcie w lipcu 2016r. jest on poza krajem, a na jego miejsce został wybrany nowy wice-prezydent.

Pomimo mówienie o pokoju i pojednaniu konflikt rozszerzył się na teren obszaru Central Equtoria.
Do dzisiaj ludność z Lainya (gdzie znajduje się parafia werbistów) i Wondruba nie wróciła na swoje tereny, a sytuacja w okolicach Yei i Morobo się pogorszyła. W ostatnim czasie ludność z okolic Kajo Keji chroni się w Ugandzie obawiając się rozszerzenia konfliktu.

Około 20.000 osób ewakuowało się z Wau (na połnocy kraju) do buszu. Wiele dróg jest nieprzejezdnych ze względu na trwający konflikt i działające grupy rabunkowe lub paramilitarne.
Dzieci i starcy szczególnie odczuwają skutki braku żywności i chorób. Wiele terenów zostało splądrowanych, a ziemia leży odłogiem. Na terenach skonfliktowanych brak odpowiedniego zabezpieczenia medycznego a szkoły nie działają.Gwałty są powszechne, a kobiety nie są należycie chronione.

Podsumowując stan pełzającego wewnętrznego konfliktu i częściowej anarchii trwa w Sudanie Płd,
Część ludności z terenów przygranicznych uciekła do Ugandy. Jeden z ojców werbistów Francis zaczął swoją pracę pastoralną wśród uchodźców na ternie obozów, a w marcu spodziewane jest przybycie brata Vincenta. Obóz Biri-biri w Ugandzie liczy 220.000 osób.

W dniu 08 lutego obchodzimy wspomnienie Józefiny Bakhity patronki Sudanu i Sudanu Płd.
 W łączności modlitewnej z Nią, z Wami i Sudanem Płd.,

o. Andrzej

czwartek, 1 grudnia 2016

Wywiad "Gościu Niedzielnym" nr 36 04/09/2016 str,58-59.

Jest źle, żołnierze zabijają naszych parafian. Tutaj się robi druga Rwanda. Często leżymy na podłodze bo kule latają wszędzie. Proszę, módlcie się za nas! – ta dramatyczna wiadomość pojawiła się ostatnio na Twitterze...
Są to słowa o. Wojciecha Pawłowskiego przebywającego ze mną na misji w Sudanie Płd. Oddawały tragedię i pewną bezradność wobec otaczającej nas sytuacji. Porównanie do Rwandy miało zwrócić uwagę świata na problemy etniczne, gdzie jedno plemię chce dominować nad innym. Głos o. Wojtka jest wołaniem, by nie dopuścić do takiej sytuacji, jaka miała miejsce między Hutu a Tutsi w Rwandzie. Sudan Płd. jest skomplikowaną mieszankę etniczną ok. 100 grup i 12 ważnych plemion. Pośród nich dominuje plemię Dinka reprezentowane przez prezydenta Salva Kiira i plemię Nuer reprezentowane przez głównego opozycjonistę i jeszcze do niedawna wiceprezydenta Rieka Machara. W naszej misji w Lainya dochodzi jeszcze problem respektowania danej grupy w parlamencie i w lokalnych władzach. Przysyłane są też duże grupy żołnierzy rządowych, co powoduje niepewność, a czasami panikę i ucieczkę do buszu. Z drugiej strony obecne są oddziały miejscowej „milicji”, która chce chronić teren i prawa miejscowej ludności. W tej sytuacji istnieje prawdopodobieństwo dojścia do „czystek etnicznych”, szczególnie gdy konflikt się pogłębi i zabraknie wystarczającej kontroli przywódców nad armią i podzieloną opozycją. Gdy ta wiadomość pojawiała się w mediach społecznościowych byliśmy pod ciągłym obstrzałem ze strony żołnierzy i  rebeliantów. Nasze miasteczko opustoszało, a 20 tys. mieszkańców Lainya schroniło się do buszu. Sami z siebie nic już nie mogliśmy zrobić, dlatego prosiliśmy o modlitwę, bo dla Boga nie ma nic niemożliwego.
Wasza misja stała się dla wielu ludzi z okolicy schronieniem, jednak żołnierze jej nie uszanowali…
Wiele domów zostało spalonych, w tym chata naszych sąsiadów Emilii z rodziną, oraz Vitosa naszego pracownika, które znajdowały się na terenie naszej misji. Wiele osób zginęło od kul, ale jeszcze więcej cierpi w buszu z powodu braku żywności i lekarstw. Na terenie Domu Nadziei, który dopiero co został wybudowany schronienie znalazło 165 osób. Po dwóch tygodniach walk i codziennej niepewności większość z nich uciekła do buszu, a została tylko garstka, która nie miała dokąd pójść, bo była za słaba. Była z nami też część pracowników z Ugandy pomagająca przy budowie domu, jak również nauczyciele z tego sąsiadującego z nami kraju. W trzecim tygodniu walk, 25 lipca, grupa żołnierzy z dwoma opancerzonymi i w pełni uzbrojonymi pojazdami wtargnęła na teren naszej misji. Część z nich działała pod wpływem alkoholu i narkotyków. Przeszli przez teren naszej parafii kontrolując chatki w których mieszkamy oraz dom, w którym schronili się uchodźcy. Wyprowadzili dwóch mężczyzn. Murarza z Ugandy, Geralda, pracującego przy budowie jednej z naszych kaplic i Akima nauczyciela z miejscowej szkoły. Myśleliśmy, że to będzie przesłuchanie, ale po jakimś czasie usłyszeliśmy strzały obok kościoła. Drugi oddział żołnierzy, który dotarł później mówił o dwóch odnalezionych ciałach. Okazało się jednak, że mimo ciężkich Gerald jakimś cudem przeżył. Mieliśmy do dyspozycji jedynie jodynę i antybiotyk. Zatroszczył się o niego nasz współbrat z Indonezji, a po kilku dniach udało się go ewakuować do leżącego 60 km dalej szpitala. Zorganizowaliśmy leki i kroplówki, ale pomoc medyczna przez weekend się nie pojawiła z obawy przez żołnierzami i brakiem wypłat. Na szczęście udało się go przetransportować do Ugandy, gdzie ma teraz lepszą opiekę. Niestety w kraju, który tak bardzo potrzebuje edukacji zabito kolejnego nauczyciela. Żołnierze wskazali nam miejsce, gdzie Akim został zastrzelony i po modlitwie pochowaliśmy go. Zostawił żonę i małego synka Vidala. Kolejna niepotrzebna śmierć jest jedną z wielu, które w ostatnich dotykają zbyt dużo rodzin na terenie naszego kraju. 
Kiedy pięć lat temu powstawało to najmłodsze państwo świata, mówiło się, że po wielu latach udręk jego mieszkańcy zaznają wreszcie pokoju i lepszego życia. Niestety ten czas pokazał coś zupełnie innego.
Rzeczywiście po referendum, gdzie prawie 100 proc. mieszkańców opowiedziało się za niezależnością od Sudanu był wielki entuzjazm, który został potwierdzony przez ogłoszenie niepodległości 9 lipca 2011 r. Było to wielkie wydarzenie, gdyż po II wojnie światowej interesy ludności afrykańskiej z Południa nie zostały zauważone. Koniec kolonizacji brytyjskiej pozwolił na niepodległość Sudanu, który był zdominowany przez Arabów i islam. Zaczęły się próby arabizacji i narzucenia islamu, a ludność z Południa była traktowana jako gorszej kategorii. Wcześniejsze niewolnictwo i brak szacunku przełożyły się na kolejne 60 lat prześladowań i wojen, z przerwami na pewną autonomię i próby współpracy. Społeczność międzynarodowa została poruszona na początku XXI w. ludobójstwem w Darfurze. Do dziś jest on integralną częścią Sudanu. Jednak wyzwolenie Południa od arabizacji i islamizacji nie mogło automatycznie zachować spokoju w nowo utworzonym państwie. Na teranie Sudanu Płd. jest wiele grup etnicznych, które nigdy nie były razem w ramach jednego kraju. To, co je jednoczyło, to był opór przeciw arabizacji, ale jak się wydaje więcej je dzieliło i  niestety cały czas dzieli. Okazało się, że trybalizm plemienny jest zbyt silny, aby wypracować pokojowy kompromis. Nie było żadnego projektu, ideologii, które mogłyby zjednoczyć mieszkańców Południa. Raczej każdy podkreśla swoją przynależność do klanu, plemienia. Odżyły stare stereotypy na temat innych plemion, a zabrakło budowania integracji z państwem. Obecnie więcej dla mieszkańców Sudanu Płd. oznacza identyfikacja z plemieniem niż powiedzenie, że jest się Południowymsudańczykiem. Kolejnym problemem jest dystrybucja dóbr i władzy, która często nie jest reprezentatywna. Chęć dominacji nad innym plemieniem, wewnętrzne konflikty, dbanie o swoje własne rodzinne, plemienne interesy doprowadziły w kraju do poważnego kryzysu i początków anarchii. Nadzieją jest to, że przy powstawaniu nowych państw proces integracyjny zawsze trwał wiele lat i towarzyszyły temu konflikty. Miejmy nadzieję, że ludność Sudanu Płd. zrozumie, iż państwo można budować nie za pomocą rozwiązań siłowych.
Księdza praca w Sudanie zaczęła się od napadu na misję i spalenia jej budynków. Jak w takiej sytuacji w ogóle można prowadzić pracę duszpasterską?
Moja posługa w Sudanie Płd. zaczęła się od zobaczenia biedy nie tylko materialnej, lecz przede wszystkim edukacyjnej, moralnej. Widoczny był i jest brak zaangażowania dla dobra wspólnego. To zamknięcie, czy z naszej perspektywy pewien egoizm wynika z traumatycznych przeżyć wojennych i niepewności jutra. Każdy chce przeżyć i wszystko wydaje się tymczasowe, jak domki ze słomianymi dachami, zżerane przez termity, niszczone przez ulewy i wiatry… czy kolejne konflikty wojenne. Zadaniem duszpasterza jest niesienie nadziei, bo ona zawieść nie może. Pokazanie, że można wspólnie trwać, dzielić się Dobrą Nowiną jest bardzo ważne dla lokalnej ludności. Wszystko wymaga tu czasu i cierpliwości. Starsza ludność jest bardziej zamknięta i mniej ufna, ale 60 proc. społeczeństwa ma mniej niż 18 lat. Postanowiliśmy więc wybudować centrum dla dzieci i młodzieży, które pozwoliłoby ich wychowywać, jednoczyć i uczyć rozwiązywania konfliktów bez używania przemocy. Kolejnym zadaniem było budowanie kościoła, którego dach nie będzie zjadany przez termity i nie rozpadnie się pod wpływem wichury. Czyli próba przemiany mentalnej z 2, 3-letniej tymczasowości na pewną stabilizację. Przybliżaliśmy też Biblię pokazując, że są to historie naszego życia. Następowała też próba większego zaangażowania mieszkańców misji. Jedną z wspólnych inicjatyw było zorganizowanie pieszej pielgrzymki Miłosierdzia, która objęła 26 z 38 stacji misyjnych na terenie naszej parafii.
Piesza pielgrzymka w kraju ogarniętym wojną?
Rzeczywiście był to trochę szalony pomysł i chyba pierwszy na taką skalę w naszym kraju. Będąc na rekolekcjach ignacjańskich i pytając się jak mogę zbliżyć się do Jezusa i jak cała nasza parafia św. Rodziny z Lainya, której jestem proboszczem mogła być bliżej Niego nasunęła się myśl o pielgrzymce miłosierdzia i pokoju. Idąc do odległej o 70 km od nas kaplicy w Limuro, prosiliśmy o pokój i Miłosierdzie Boże. W tej pielgrzymce ofiarowaliśmy problemy wszystkich Sudańczyków, w tym odległej od nas o 30 km Wondruby, która od zeszłego roku jest opuszczona przez mieszkańców. Wraz z nami pielgrzymowała grupa uchodźców z tego miasteczka. W pielgrzymce szło ok. 500 osób z 26 (na 35) kaplic naszej parafii. Wyruszyliśmy w piątek przed Niedzielą Miłosierdzia Bożego. Nie spodziewaliśmy się wtedy, że i nasze miasto zostanie wyludnione przez wojnę. Drogi prowadzące do nowo wybudowanej kaplicy w Limuro, były na początku piaszczyste z unoszącym się tumanem kurzu od pielgrzymów i przejeżdżających raz na jakiś czas samochodów, oraz z piekącym słońcem. Dodatkową trudnością było dźwiganie plecaka czy maty do spania przez całą pielgrzymkę i w drogę powrotną, czyli 140 km, gdyż nie mieliśmy transportu. W drodze powrotnej upał przeszedł w deszcz, a przeciekający słomiany dach w kaplicy w Kimba, gdzie po drodze spali pielgrzymi zwielokrotniał wysiłek. Żywność była zbierana przez poszczególne kaplice. Pielgrzymi nieśli ze sobą krzyż misyjny, obrazy Maryi i Jezusa Miłosiernego. Wiele osób było szczęśliwych mogąc pierwszy raz w życiu uczestniczyć w tak niesamowitym wydarzeniu, w Roku Jubileuszu Miłosierdzia. Część ludzi było nieco wycieńczonych z objawami malarii, ale umocnionych w wierze. Wiele powierzało Jezusowi swoje problemy, rodziny, naukę, zdrowie, a przede wszystkim pokój w naszym kraju.
Musieliście się teraz ewakuować, czy trudno było zostawiać misję?
Na pewno trudno jest zostawić misję. Ludzi nie zostawiliśmy, gdyż Lainya jest opuszczona i wygląda jak miasto bez życia, ze spalonymi i splądrowanymi chatkami i sklepami. Dopóki byli ludzie na misji, byliśmy z nimi. Nasza misja została również okradziona przez rebeliantów. Ludzie, którzy się ukrywają w buszu cierpią z powodu braku dachu nad głową (komarów, deszczu, słońca, węży), chorób, a przede wszystkim braku żywności. Opuszczając misję ta myśl o ludziach, którzy cierpią nie daje spokoju. Przy zablokowaniu drogi z dwóch stron dostarczenie jakiegokolwiek jedzenia jest niemożliwe. Na drogach cały czas trwa walka i wiele osób ginie. Żal też było zostawiać Dom Nadziei, który powinien służyć nadziei Sudanu Płd., dzieciom i młodzieży. Żal zostawiać niedokończony kościół, ale najbardziej ludzi, którzy są ofiarami tego bezmyślnego konfliktu. Jest to jednak nie nasza misja, ale Jezusa,  mam więc nadzieję, iż jeszcze tam wrócimy.
Papież Franciszek włączył się jako mediator w przywracanie pokoju, wysłał swego specjalnego przedstawiciela, który zawiózł przywódcom dwóch zwaśnionych stron specjalne przesłanie, czy ten jego głos może mieć w ogóle jakieś znaczenie?
Prezydent Salva Kiir teoretycznie jest katolikiem. Spotkał się też z papieżem podczas jego ubiegłorocznej wizyty w Ugandzie. Problem jednak nie leży w spotkaniach czy listach, ale otwarciu  serca na Boże Miłosierdzie. Rozpoznaniu, że konfliktu nie da się rozwiązać za pomocą siły, lecz we wzajemnym poszanowaniu dla odmienności innego plemienia oraz innej wizji funkcjonowania państwa. Jak na razie tego potrzebnego dla naszego kraju dialogu nie widać. Dotyczy to nie tylko prezydenta, ale wszystkich chrześcijan w tym najmłodszym państwie świata. Każda inicjatywa, która zmierza do pokoju jest mile widziana. List nie mógł zostać osobiście doręczony Macharowi, który musiał uciekać ze stolicy. Ważne jest jednak, iż Sudan Płd. nie jest sam, że Franciszek wraz z całym Kościołem modli się o pokojowe rozwiązanie konfliktu, a jednocześnie wskazuje kierunek. Musimy jednak prosić o nawrócenie i otwartość serc, by były bardziej współczujące i otwarte na dobro drugiego człowieka, a nie tylko tego z własnego plemienia.
Jak wygląda obecnie życie w Sudanie?
W stolicy kraju Dżubie część mieszkańców schroniła się w oenzetowskich obozach dla uchodźców, które są przepełnione. W czasie walk szukali też ratunku w kościołach. Biskupi cały czas przypominają przywódcom politycznym, że jest inna droga niż konflikt, powtarzają słowa „nigdy więcej”, ale to niestety nie skutkuje. Na dziś problemem jest brak żywności, gdy konflikt się przedłuża nie można zapewnić jedzenia dla wszystkich. Gdy drogi są zablokowane i dokonywane są na nich rabunki nie można dostarczyć pomocy do miejsc, gdzie jest ona potrzebna. Ostatnio jeden z oenzetowskich magazynów został splądrowany przez żołnierzy. Pod pretekstem poszukiwania broni ukradziono żywność, która miała starczyć na miesiąc dla 200 tys. ludzi. Brak poczucia bezpieczeństwa związany jest z niepewnością jutra. Wiele osób boi się wyjść na ulice, gdzie dochodzi do kradzieży, gwałtów i morderstw. Na szczęście sytuacja w stolicy się poprawiła, ale nie wiadomo kiedy dojdzie do kolejnego konfliktu. Podobnie jest na północy kraju. Są tam miasta totalnie opuszczone od ponad roku.
Mówi się, że jest to największa katastrofa humanitarna jaka dotknęła ten kraj…
Ludzie umierają z głodu i chorób, szczególnie gdy przebywają przez dłuższy okres w buszu, albo nie są zarejestrowani w obozach dla uchodźców, tam jednak jest trochę lepiej. Kolejny konflikty i palenie terenów na których były uprawy spowodowały braki żywnościowe. Gdy wojna domowa się przedłuża nie można też dokonać kolejnej uprawy, a gdy w pobliżu są żołnierze czy rebelianci nie można zebrać plonów bez ryzykowania życiem.
Co najbardziej boli, gdy patrzy się na los cierpiących Sudańczyków?
Nie widzą przyszłości i żyją z dnia na dzień. Wokół jest konflikt, przemoc i cierpienie. Na dziś potrzebują żywności, którą trudno dostarczyć, potrzebują lekarstw z którymi jest podobny problem. W dłuższej perspektywie potrzebują jednak edukacji, uczenia się bycia razem, pracy w grupie i odkrywania radości z małych rzeczy. Większość problemów Sudańczycy muszą rozwiązać sami. Gdy słyszy się o zakupie 170 samochodów opancerzonych zamiast przeznaczenia tego na edukację, ochronę zdrowia, czy rolnictwo można mieć wątpliwości, co do pokojowych zamiarów przywódców politycznych. Proces odnowienia czy integracji Sudanu Płd. będzie trwał jeszcze lata. Nie możemy ulec pokusie, że coś zmienimy w jeden dzień, potrzeba naszej cierpliwości i wyrozumiałości.
W ostatnim czasie w Sudanie zabito siostrę zakonną, zginęła ratując, jako lekarz chorego…
Siostra Weronika ze Słowacji była naszą przyjaciółką ze Zgromadzenia Sióstr Służebnic Ducha Świętego zakonu założonego, tak samo jak nasze Zgromadzenie Słowa Bożego przez św. Arnolda Janssena. Jesteśmy więc jednej rodzinie arnoldowej i staramy się współpracować ze sobą we wszystkich miejscach, gdzie jesteśmy posłani. S. Weronika przybyła do Sudanu sześć lat temu jeszcze przed ogłoszeniem niepodległości Południa. Była powszechnie lubiana. Jako lekarz szczególnie miała w opiece mamy z dziećmi, trędowatych i ludzi z problemami psychicznymi. Nigdy nie odmawiała pomocy, zawsze starała się znaleźć wyjście z trudnej sytuacji. Pracowała w klinice św. Bakity prowadzonej przez siostry w Yei. Tego dnia, gdy zginęła wspólnie obchodziliśmy święto patronalne sióstr w Zesłanie Ducha Świętego. Cieszyliśmy się wspólną modlitwą, byciem ze sobą. W nocy s. Weronika została wezwana do trudnego przypadku ciąży bliźniaczej. Musiała matkę przewieźć do szpitala dysponującego odpowiednim sprzętem. Potem, kolejny raz wyjechała do szpitala z kobietą przygotowaną do cesarskiego cięcia. Gdy wracała sama karetką, jej ambulans został ostrzelany przez żołnierzy. Z uwagi na brak odpowiedniej opieki medycznej u nas ewakuowano ją do szpitala w Kenii, jednak w wyniku ciężkich ran zmarła. Nie wiemy dlaczego została zabita, być może była to prowokacja. S. Weronika zginęła jako lekarz służąc innym. Jej przykład zachęca nas do trwania w dobrym pomimo wielu przeciwności.
O co Ksiądz chce prosić czytelników Gościa?

Najważniejsza jest teraz modlitwa. Gdy w koronce do Miłosierdzia Bożego prosimy „miej miłosierdzie dla nas i całego świata” pamiętajmy szczególnie o Sudanie Południowym... 

sobota, 19 listopada 2016

Miłosierdzie i św. Józef.

Kair, 19 listopada 2016 r.

„A Bóg będąc bogaty w miłosierdzie przez wielką swą miłość, jaką nas umiłował,
i to nas umarłych na skutek występków, razem z Chrystusem przywrócił do życia.
Łaską bowiem jesteśmy zbawieni.” (Ef 2: 4-5)


Dzisiaj dobiega do końca rok miłosierdzia, chociaż to jest właściwie początek a nie koniec. Jego konkluzja w niedzielę Chrystusa Króla przypomina nam, że to Jezus powinien królować w naszym sercu, a jeśli On to miłość i miłosierdzie. Dzięki temu możemy na nowo być świadkami miłosierdzia, a symboliczne otwarte bramy miłosierdzia w naszych kościołach powinny się zamienić w otwartość naszych serc na tą niesamowitą miłość Jezusa do nas. Przez niego jesteśmy w stanie dostrzec drugą osobę i ją pokochać i zobaczyć jej piękno.
Dzięki temu królestwo Boże może się rozszerzać również na ziemi, jak o to prosimy zwracając się do naszego miłosiernego Ojca wymawiając słowa modlitwy „Ojcze nasz”. Co ciekawe w Egipcie, chrześcijanie byli rozpoznawani przez miłość, która w nich była, a Bóg jest miłością. Można powiedzieć tak jak u pierwszych chrześcijan.
Rok miłosierdzia rozpocząłem w Sudanie Południowym, a jednym z większych wydarzeń w naszej parafii św. Rodziny była pierwsza piesza pielgrzymka, w tygodniu poprzedzającym Niedzielę Miłosierdzia. Jesteśmy tylko pielgrzymami lecz również każdy z nas ma do wypełnienia pewne zadanie jeśli otworzymy się na Miłość. Ona może nas wypełnić i prowadzić nas w nieznane. Jak wiecie nasza pielgrzymka nie ochroniła nas od wojen, krzywd, ale może dzięki niej jeden na drugiego był bardziej otwarty widząc piękno, a jednocześnie ograniczenia, które wspólnie przezwyciężaliśmy. Takie doświadczenie pomaga być razem w czasie zawieruchy.
Obecnie uczę się podstaw języka arabskiego w Egipcie, który powinien być nam pomocny w Sudanie Płd. Jak wiecie Józef jeden z synów Jakuba był tym co ocalił swoich braci w Egipcie okazując im miłosierdzie. Z kolei św. Józef wraz z Maryją i Jezusem był również tutaj uchodźcą chroniąc się przed rządami Heroda. Co ciekawe św. Józef jest jednym z patronów naszego zgromadzenia i głównym patronem naszej polskiej prowincji. Do sanktuarium św. Józefa w Kaliszu udawały się pielgrzymki werbistów i cudownie ocalonych z obozu Dachau. W tym sanktuarium miałem okazję celebrować 50 rocznicę kapłaństwa mojego Wujka razem z moją segundycją w Polsce i tam ponownie zawierzyliśmy się św. Józefowi. W jakiś sposób kontynuowałem swoją misję z Józefem w naszej parafii św. Rodziny w Lainya. Natomiast na początku lipca tuż przed wybuchem kolejnego konfliktu  w Sudanie Płd. zostałem zaproszony do przedstawienia św. Faustyny i orędzia miłosierdzia w Dżubie, też w parafii św. Józefa. Jak się domyślacie teraz w Egipcie znów trafiłem do parafii św. Józefa. Czy to przypadek?
Od zeszłego tygodnia modlimy się nowenną do miłosierdzia Bożego. Odmawialiśmy ją w różnych językach, ale jak to mówił nasz pierwszy święty misjonarz (i znów:) Józef … Freinademetz jedynym językiem, który rozumieją ludzie na całym świecie jest język miłości.
Ten rok miłosierdzia Bożego razem z 1050 rocznicą chrztu i Światowymi Dniami Młodzieży w Polsce jest tylko iskierką, jest tylko początkiem naszej odnowy i naszego posłania Bożego miłosierdzia w codziennym życiu. Radujmy się z tego jubileuszowego roku, ale niech miłosierdzie trwa w nas i wokół nas na zawsze. Wiedząc, że sami nic nie możemy uczynić zawierzamy się Bożemu Miłosierdziu.
Jezu ufam Tobie!