niedziela, 26 kwietnia 2020

"Misyjny zew"

Lodonga, 26 kwietnia 2020r. 

“Wesoły nam dzień dziś nastał, którego z nas każdy żądał; tego dnia Chrystus  Zmartwychwstał, Alleluja, Alleluja!”
W dniu 26 kwietnia, w niedzielę o 7.00 rano odprawiając mszę świętą u Sióstr Służebnic Ducha Świętego modliliśmy się w intencji beatyfikacji naszego Przyjaciela i Sługi Bożego o. Mariana Żelazka.  Pierwotnie chciałem odprawiać tę mszę 29 lub 30 kwietnia … a najlepiej o północy. 
29 kwietnia 1945 r. nastąpiło wyzwolenie obozu jenieckiego Dachau, w którym przebywali też kapłani, osoby zakonne i klerycy, również z internowanego domu nowicjatu księży werbistów w Chludowie. Wśród tych więźniów był także młody Marian Żelazek. Każdorazowo, gdy umierał jeden z jego kolegów, modlił się i brał jego powołanie również na siebie. W późniejszym Ojcu Marianie wypełniło się ponad 20 powołań młodych ludzi, którzy nie przeżyli obozu. Stąd być może siła powołani „Bapy Mariana”, który wypełniał swoje lub raczej Boże powołanie w dalekich Indiach. Już w czasach obozu zdarzało się być Marianowi „Aniołem” dla drugich upadających pod ciężarem kamienia więźniów, gdy dźwigał ich na swoich ramionach. We swoich wspomnieniach o. Marian nie miał wątpliwości, że został cudownie ocalony z tego „piekła obozowego” za przyczyną św. Józefa opiekuna Świętej Rodziny i naszego opiekuna. Dzień 29 kwietnia 1945 był dniem zmartwychwstania, narodzenia się na nowo z Jezusem. Nie było już nadziei, obóz miał być w tych dniach zniszczony i wtedy nastąpiło cudowne ocalenie przez zabłąkany oddział  amerykańskich żołnierzy. Co roku o. Marian świętował ten dzień swojego  Zmartwychwstania, a gdy była możliwość nawiedzał Sanktuarium św. Józefa w Kaliszu.


Tablica umieszczona w Sanktuarium św. Józefa w Kaliszu

Cudowny dzień Zmartwychwstania i odebrania powołania do posługi w Indiach. Ojciec Marian mając liczną rodzinę, chciał być z tymi, którzy też mają duże rodziny i tworzą jeden z najliczniejszych narodów czyli Indie. Bapa Marianus odkrywał na nowo potrzebę bycia z tymi, którzy są odrzucani, nazywanymi nietykalnymi czy ”pariasami”.  Ta potrzeba widzenia godności ludzkiej tak poniewierana w piekle obozowym w Dachau, zaprowadziła o. Mariana do 25 lat posługi dla prostego plemienia Adiwasów w Orrisa (Odisha)




O. Marian z dziećmi z plemienia Adiwasów

 , a następnie 31 lat w Puri wśród trędowatych braci i sióstr. Co roku 29 kwietnia o. Marian przeżywał dzień zmartwychwstania. Zresztą cała wioska, w której mieszkał o. Marian ze swoimi cierpiącymi przyjaciółmi, była prawdziwą wioską zmartwychwstania. Jezus prawdziwie Zmartwychwstał,,gdy do powstałej nowej szkoły Beatrix dla dzieci z rodzin trędowatych, zaczęły dołączać kolejne dzieci ze zwykłych rodzin. Strach odrzucenia, opuszczenia drugiego człowieka został przezwyciężony. Czyż nie jest to prawdziwe Zmartwychwstanie?



o.Marian z dziećmi ze Szkoły Beatrix

29 kwietnia 2006r. o. Marian świętował kolejne Zmartwychwstanie, to było jego ostanie świętowanie na ziemi, a właściwie to było jego przejście z pielgrzymki po ziemi do domu Ojca w niebie. To  była jego wigilia narodzin do nieba, z których mógł się cieszyć 30 kwietnia świętując już z większością swoich kolegów, którzy przeżyli piekło obozowe w Dachau i swoimi nowymi przyjaciółmi, których spotkał na swojej drodze wśród Adiwasów i trędowatych. Niesamowite … co to za musiała być za uczta i przywitanie przez św. Józefa, któremu się zawierzył, przez Maryję z którą szedł przez całe życie i postawił kościół Matce Bożej , Matce Świata w Puri. O. Marian Żelazek umierając w Jezusie, na nowo narodził się dla innych w Jezusie i doszedł do końca swojej drogi po 88 latach pielgrzymowania. Zainspirował wielu ludzi, również mnie aby odpowiedzieć na „misyjny zew” w Zgromadzeniu Słowa Bożego.


Wspólne chwile z o.Marianem (już w Zgromadzeniu)

Jeszcze przyjdzie czas 29 i 30 kwietnia do ponownej modlitwy o beatyfikację o. Mariana tym razem z lokalnymi Ugandyjskimi siostrami Serca Jezusowego, w ich kaplicy w Lodonga. To nie przypadek, że tak się stanie, inspiracją do tego aby w ten sposób przeżyć ten dzień stała się zapowiedź  Mszy  Świętej, która będzie miała miejsce  w Dąbrówce. Będzie to okazja aby połączyć się duchowo, razem z wszystkimi przyjaciółmi o. Mariana, również z Palędzia i celebrować tę Eucharystię 26 kwietnia w rodzinie Arnoldowej razem z naszymi siostrami „werbistkami.”  Tym razem nie w Indiach, nie w Polsce, a na ziemi ugandyjskiej  (na ziemi przyjaciółki o. Mariana, dr. Wandy Błeńskiej … na ziemi uchodźców z Sudanu Płd., również odrzuconych, wygnanych … i na ziemi w której byli polscy uchodźcy w czasie II wojny światowej). Czy to przypadek?





Ten piękny dzisiejszy dzień świętowałem z sześcioma siostrami, pochodzącymi z Indii, Polski, Nigerii, Chin i Indonezji. Ta nasza rodzina Arnoldowa niesamowicie nam się   rozrosła




 … i Wy do niej należycie i z Wami duchowo się łączymy. O takiej dużej rodzinie marzył o . Marian Żelazek, który jest już w jeszcze większej rodzinie w niebie … i my tam przez niego jesteśmy do niej zaproszeni. W związku z tym, jeszcze raz prosimy o jego beatyfikację, aby mógł być przyjacielem, który zawsze się uśmiechnie i pomoże, jak mówiła Urszula Ledóchowska o każdym świętym, a w której kościele jest też sprawowana msza święta w Dąbrówce.
W czasie naszej Eucharystii w kaplicy sióstr modląc się o beatyfikację o . Mariana i wspominając jego życie, zakończyliśmy pieśniami po komunii, wspominającymi jego życie i dobroć  we wszystkich dostępnych językach!!! Najpierw poprosiłem o zaśpiewanie siostry Benedykty z Indii, która właśnie pochodzi z Orissy (Odishy) tego rejonu, który ewangelizował swoim świadectwem Bapa Marianus wśród plemienia Adiwasów.  Z tego plemienia wyszło już 4 werbistowskich biskupów, a jeden z nich Arcybiskup John Barwa udzielał mi święceń kapłańskich. 



Święcenia kapłańskie udzielone przez bp. Johna Barwa


Jak ta historia niesamowicie się toczy … i jakie są już tego owoce ( z drugą co do wielkości liczbą werbistów pochodzących z Indii), a jakie jeszcze mogą przyjść po beatyfikacji! Po przepięknej pieśni siostry Benedykty, mieliśmy kolejną …. po łacinie (Laudate omnes gentes, laudate Dominum) ale w  końcu o. Marian jeszcze studiował przed II Soborem Watykańskim również w Rzymie. I tak w końcu doczekaliśmy się pieśni sr. Franceski. Ten śpiew tak bliski naszemu sercu, pochodził z hymnu szkolnego o. Mariana Żelazka w Chludowie. Siostra Franceska uczyła u boku tego naszego patrona przez 6 lat, a niedawno jeszcze z przedstawicielami szkoły odbierała nagrodę o. Mariana wśród Rodziny Arnoldowej na Jasnej Górze … a dzisiaj jest z nami. Zaśpiewała jeszcze raz dla Was tę pieśń z tukulu, czyli chatki afrykańskiej (nieco lepszej chatki, bo wybudowanej na terenie sióstr).





Muszę Wam powiedzieć, iż tak rozochociliśmy się tym śpiewem, że jeszcze mieliśmy śpiew z Nigerii, Chin i Indonezji … a po mszy pamiątkowe zdjęcie (również z siostrą z Indii i Polski) … a potem agapa!!! Znalazła się nawet sałata z ogródka, a ku naszemu zaskoczeniu pojawiły się również pączki … według polskiego przepisu o. Pawła Gałły najlepszego cukiernika i piekarza wśród polskich werbistów! Oczywiście Sr. Francesca nie tylko uczyła religii w Chludowie, ale też rozwijała talenty kulinarne, które tak potrzebne są na misjach! Drogi Ojcze Pawle nauka nie poszła w las (co prawda ja nie nauczyłem się piec pączków podczas mojej praktyki seminarnej na Madagaskarze, ale się nimi zajadałem) i możesz być dumny ze swojej uczennicy, gdyż pączki były z dżemem i cukrem pudrem!!! Smacznego!






A ja tam byłem … pączki jadłem i … herbatę piłem!
Serdecznie Was pozdrawiam łącząc się w modlitwie o beatyfikację naszego Przyjaciela o. Mariana, który mówił „nie trudno jest być dobrym, wystarczy tylko chcieć!” Mam nadzieję, że również Ty tego chcesz i za jakiś czas spotkamy się razem z nim na prawdziwej uczcie w niebie … ale póki co nie zapominajmy o spotykanych na naszej drodze ludziach.
o. Andrzej

O.Marian Żelazek- " Nowy Kolumb"

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza